niedziela, 12 stycznia 2014

Liebster Awards once again....


Tak więc po raz trzeci już zostałam nominowana! Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie i z całego serca dziękuję wspaniałej Stelli Jones z http://hope-florence-story.blogspot.com Zajrzyjcie koniecznie!!

Oto odpowiedzi:

1. Jak zaczęłaś swoją przygodę z pisaniem?

Ooo, to było dawno! Zaczęłam pisać w wieku lat 4 i 7 miesięcy. Pierwsze opowiadanie było o piesku Martusi i Kotku Grażynce.
No i tak jakoś to pisanie mi zostało na następne x lat- aż do dzisiaj :)


2. Dlaczego akurat Harry Potter?

W sumie trudne pytanie, bo nie jest to nawet moa ulubiona książka. Ale wybrałam Dramione, ponieważ definitywnie są to postaci ze świata literackiego, które pasują do siebie najbardziej. A przynajmniej mieszczą się w czołówce.


3. Jaka jest według ciebie definicja "przyjaźni".

Przyjaźni nie można ubrać w ograniczone, ciasne słowa! Jest zbyt skomplikowana. Ale w pewnej bajce przedstawione są jej cechy i uważam, że jest to w nich świetnie ujęte:
- uczciwość
- lojalność
- dobroć
- hojność
- śmiech
- magia

4. Marzenie twojego życia.

Za dużo ich, by wymieniać! Ale takie największe to założyć szczęśliwą rodzinę.


5. W jakim nastroju zwykle piszesz ? 

Różnie. Staram się wplatać nieco ironii, ale i głębszych przemyśleń.


6. Ulubiona książka ( Może być kilka )

"ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK", "Jak nauczyć fizyki swojego psa", "Supersizing the mind", "Labirynt", "Eksperyment"


7. Komu dedykujesz swojego bloga?

Wszystkim czytelnikom, nawet tym anonimowym.


8. Jakiej muzyki słuchasz pisząc, i czy w ogóle jej słuchasz.

Nie słucham muzyki podczas pisania:P


9. Wiesz już jak zakończy się twoje opowiadanie?

Tak! Nie mogę się doczekać reakcji czytelników!


10. Ulubiona postać z HP.

Luna i Neville! No i ostatnio Hermiona.

11. Opisz swoje opowiadanie w pięciu słowach.

Nieco dziwne, czasem słodkie, trochę może ironiczne, miłosne, i-co ważne- bez ograniczeń wiekowych! :D



Okej, czas na moje pytania.
Ponieważ nominowane będą inne blogi, niektóre z nich będą takie same jak poprzednio. Darujcie, nie mam siły na wymyślanie nowych...


1. Czemu Dramione?
2. Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
3. Co byś pokazała Malfoyom jako argument, że mugole nie są tacy głupi?
4. Najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
5. Gdzie chciałabyś pojechać?
6. Jesteś zaproszona do Malfoy Mannor. Nie ma mowy o wykręceniu się- musisz iść.
Opisz wieczór z rodzinką M.
7. Jakie trzy rzeczy zmieniłabyś w książce o HP?
8. Co robisz, by się nie uczyć?
9. Czy zawsze mówisz/piszesz to, co myślisz?
10. Lubisz wielbłądy? (XD- wybaczcie...)


Dobra, teraz nominacje! A więc:


1.http://dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com/p/blog-page.html
2. http://dramione-autre-vie-notre-moment.blogspot.com
3. http://szlama-arystokrata-plan-przeznaczenia.blogspot.com
4. http://zagubionedusze-dramione.blogspot.com
5. http://dracon-and-hermione.blog.onet.pl
6. http://hp-to-jeszcze-nie-koniec.blogspot.com


Okej, mam jeszcze jedno pytanie...
Która z Was lubi rysować? Pisać w komentarzach! Mam taki śmieszny pomysł- domyślacie się pewnie jaki....
Chwalić się umiejętnościami!

Pozdrawiam!!

Wasza mildredred

wtorek, 7 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 10


Hej, hej!
Wiecie, że Was kocham za te wszystkie śliczne komentarze?
Serio, jesteście wspaaaniałe i niezastąpione (choć będą próbować Wam wmówić, że nie ma ludzi niezastąpionych- nie wierzcie im! Wy jesteście naaaj!)
Tym razem więc dedykacja rozdziału dla Stelli Jones, a wszystkim Czytającym życzę miłej lekturyJ

ROZDZIAŁ 10



Wakacje bywają niemal tak ulotne jak łzy, ronione w nocy- cicho w poduszkę, by nikt nie słyszyał.
Pierwsza łza- nie kończące się chwil w wielkiej rezydencji.
Druga łza- najwspanialsze momenty, te beztroskie chwile spędzone z przyjaciółmi.
Trzecia łza- porzegnania. Rosja, Stany Zjednoczone, Kanada, koniec świata.
Czwarta łza- Nora, ukochane, skrzypiące łóżko, słodki zapach bułeczek z rodzynkami i mimowolny śmiech z żartów bliźniaków.
Piąta łza- ciągłe kłótnie i przytyki z tymi, za którymi tęskni się najbardziej.
Szósta łza- długie noce, przegadane, przepłakane, prześmiane, przeplotkowane, przełkane i przemilczane z serdeczną przyjaciółką.
Siódma łza- wymyślane na poczekaniu miłe historyjki o wakacjach z rodzicami.
Ósma łza- nie trzeba już grać ani się starać, udawanie weszło ci w krew, jest przecież twoją drugą naturą.
Dziewiąta łza- to też jest częścią twojego życia, jesteś teraz szczęśliwa.
Jesteś teraz szczęśliwa?
Dziesiąta łza....

*************

- Miona, tylko się nam nie zgub! - krzyczał Harry, odwracając się do przyjaciółki.
Posłała mu serdeczny uśmiech na znak, że go widzi i lawirowała wyładowanym wózkiem w labiryncie bezimiennych, beztwarzowych ludzi spieszących do swojego życia, których przypadek, potrzeba, a może jeszcze co innego przywołało tutaj, na tonący w blasku pomarańczowego, wrześniowego słońca dworzec Kings Cross.
- Wchodzimy małymi grupami. Szybko, szybko, moi drodzy! – zażądzała pani Weasley.
- Jak zwykle na ostatnią chwilę! Nie możemy raz jeden się nie spieszyć? - marudził Ron, wlokąc się w tyle za Hermioną.
Matka posłała mu groźne spojrzenie.
- Nie, bo wtedy nie mógłbyś nazywać się Weasley, ani przyjaźnić z Harrym, tylko zamiast tego prowadziłbyś nudne życie przyszłego urzędnika, podobnie jak wuj Gerald- orzekła żwawo.
- I  napewno trafiłbyś do Hufflepuffu! – wyszczerzyła zęby Ginny.
Ron zrobił zbolałą minę.
- Hufflepuff jest w porządku- mruknął. – Stokroć lepszy od Slytherinu.
- Ale ty, jako ambitny młody człowiek nie powinieneś wybierać tego, co jest dla ciebie gorszym złem! Hufflepuff to porządny dom, ale gromadzi  nieco inne charaktery- odezwał się pan Weasley.
- Z naciskiem na „inne“- szepnęła Hermiona do Ginny i obie parsknęły śmiechem.
Doszli do barierki między peronem dziewiątym, a dziesiątym.
- Pierwsi Hermiona i Harry, potem Weasleyowie! Szybciutko! - zarządził pan Weasley.
Dziewczyna spojrzała na przyjaciela, który skinął głową. Starając się nie zwracać na siebie uwagi, przedostali się przez przejście.
Express Londyn Hogwart stał na peronie dziewiątym i trzy czwarte jak zwykle wprawiając Hermionę w zachwyt swym majestatem i głębią czerwienią. Otoczony przez niezliczoną ilość dziewcząt i chłopców, a takze dorosłych, kotów, sów, szczurów, myszy, żab i nawet jedną tarantulę. Wszyscy krzyczeli coś do innych, żegnali się lub witali, szukali kogoś albo głośno się kłócili i Hermiona pomyślała, że dobrze jest znowu słyszeć ten harmider.
- Choć, znajdziemy wolny przedział i wrócimy tu, żeby nasi nas nie szukali- mruknął Harry, chwytając dziewczynę za rękę.
Ta skinęła głową, licząc na to, iż uda im się naierzyć jakiś w miarę bezpieczny i cichy kąt w tym istnym maagicznym ulu różnych charakterów i osobowości. Może nawet odnajdą Lunę i Nevilla?
Pozwoliła Harremu poprowadzić się do wejścia do pociągu. Właściwie już mieli wchodzić, kiedy to:
- Granger! Potter! – wycedził Draco Malfoy, zagradzając im drogę do przedziału. Tuż za nim stali dwaj goryle- Crabbe i Goyle.
Hermiona szczerze dziwiła się, że po pamiętnym wieczorze w jej rezydencji więcej nie spotkała Ślizgona. Spędziła w domu jeszcze ponad dwa tygodnie i przez ten czas ani razu na siebie się nie natknęli. Cóż, dziwne.
Z drugiej strony wiedziała, że do spotkania kiedyś dojdzie. Bała się, a jednocześnie była odrobinę ciekawa, jak Malfoy będzie zachowywał się teraz, kiedy już zna jej sytuację materialną. Pogodziła się również z tym, że najprawdopodobniej wyjawi innym tę tajemnicę- przygotowała nawet krótkie wyjaśnienie, na wypadek, gdyby przyszło jej zaspokajać ciekawość przyjaciół- zwięzłe, niezobowiązujące, tłumaczące co potrzeba, normalizujące ten stan i gaszące wszelkie ewentualne wybuchy pod tytułem: „Och, jakie musisz mieć wspaniałe życie“.
- Dawno się nie widzieliśmy- zauważył Malfoy, nieznacznie unosząc brwi na widok ręki Harrego, wciąz przyjacielsko ściskającej dłoń Hermiony.
- Och, my niestety wyjątkowo krótko- warknęła dziewczyna w odpowiedzi. – Widocznie nasza dobra passa mięła. Cóż, trudno.
Malfoy uśmiechnął się wrednie.
- Nie bądź bezczelna, szlamo! Dla mnie też nie były to wymarzone wakacje.
- Tak więc daruj brak entuzjazmu na widok twej okropnej buźki i daj się zająć czymś konstruktywnym.
Draco nieznacznie uniósł brwi.
- Nie rozkazuj mi, szlamo! – rzekł w końcu prowokująco.
- Daj nam spokój, Malfoy- warknał wściekle Harry.
Hermiona spojrzała najpierw na niego, potem na Ślizgona.
- Nie dotarło? Po prostu chociaż raz zrób coś pożytecznego i idź sprawdź, czy nie ma cię po drugiej stronie przedziału- warknęła, po czym sprawnie wyminęła chłopaka, zastanawiając się co też u licha się porobiło, że stać ją było na tak żałosny tekst.
- Co ta fretka znowu chciała? – rozległ się z tyłu kwaśny głos Ginny.
Tuż za nią stał Ron, ze złością na twarzy próbujący upchnąć swój kufer na wózku.
- Takich to powinno się zamykać- mruknął nerwowo.
            Ponieważ byli już w komplecie, pożegnali się z państwem Weasley, obiecując pisać, nosić szalik i sweter oraz w miarę możliwości postarać się nie stwarzać innym możliwości zabicia się.
Następnie weszli do pociągu i zaczęli szturmowo przeszukiwać wszystkie przedziały. Natknęli się na pusty gdzieś w połowie składu.
- Dobra, wpakowywać się! – zarządził Ron, przepuszczając dziewczyny przodem.
- Jaki z ciebie dżentelmen, braciszku- zadrwiła Ginny, a Ron w odpowiedzi trzepnął ją w ramię, gdy przechodziła obok.
- Doceń to lepiej!
Hermiona poczekała, aż rodzeństwo zakończy te słowne potyczki, wślizgnęła się do przedziału i zajęła miejsce przy samých drzwiach.
Och, jak dobrze jest wracać do Hogwartu! Jak wspaniale będzie zasnąć w wielkim czerwonym łóżku- o połowę mniejszym od jej własnego!
Jak przyjemnie będzie wdać się w trywialną rozmowę z Parvati i Lavender, jak miło wstać o wiele za wcześnie i wspólnie narzekać na ciężki los uczniów. Niewątpliwie, miała dobry humor.
- Co za mały, zarozumiały bubek! Nie podpadał ci za bardzo w wakacje?- dobiegł ją głos Harrego.
- Niee.... Nie, mówiłam wam. Jakoś go zniosłam....
Hermiona zdążyła już opowiedzieć przyjaciołom o okropnym towarzyszu na pierwszy miesiąc lata.
Naturalnie, nie wspomniała ani słowem o ataku Śmierciożerców i tym, co stało się później. Ograniczyła się tylko do kilku zwięzłych zdań na temat Ślizgona oraz tego, że nie dawała się zbytnio ponieść  emocjom.
Swoją zwyciężoną konfrontację z rodziną arystokratów przemilczała.
- Też mi wakacje! Wraca człowiek styrany do domu, chce odpocząć, a tu się taka fretka pałęta pod nogami- prychnął Ron. – Trzeba było od razu wbijać do Norki!
Hermiona uśmiechnęła się do niego wdzięcznie.
- Moi bliscy by mnie nie puścili- celowo nie użyła wyrażenia „moi rodzice“. - Już dość, że cały rok spędzam w szkole, łącznie ze świętami.
- I chyba byśmy się pozabijali... Trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, dwadzieścia cztery godziny na dobę wspólnie- Harry wzdrygnął się na samą myśl.
- Przynajmniej byłoby jakieś ROZSĄDNE towarzystwo- zauważyła Ginny i wszyscy czworo uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
Wszystko było dobrze.

*********************

Reszta podróży, jak i jazda powozami minęła w zastraszającym tempie i nawet Hermiona musiała przyznać, że i ona robi się głodna na myśl o wystawnych potrawach, deserach i napojach.
Najpierw jednak zwyczajowo trzeba było oklaskiwać nowych Gryfonów i z uprzejmym zainteresowaniem przyjąć do wiadomości informację o świeżym nabytku innych domów.
I właśnie z Ceremonią Przydziału wiązała się pierwsza dziwna kwestia.
Za grupką przestraszonych jedenastolatków, wprowadzonych do Wielkiej Sali przez profesor Mcgonagall człapała dziewczyna widocznie starsza.
Nie wyróżniała się jakoś szczególnie wzrostem, chociaż niewątpliwie była najwyższa
 Bardzo kręcone, prawie czarne włoski spiętęła w dwa warkocze, przez co również nie rzucała się w oczy przy pierwszym spojrzeniu.
Wystarczyło jednak uchwycić wzrokiem jej twarz, skupione, intensywnie zielone oczy i ściągnięte usta jakby w wielkim namyśle, by przekonać się, że jest przynajmniej o trzy-cztery lata starsza.
Była dziwnie spokojna i poważna- tak jak podekscytowana dzieciarnia kręciła głową niemalże dookoła własnej osi w zachwycie, tak ona wbiła wzrok w bliżej nieokreślony punkt w przestrzeni.
- Hej, co to znaczy? – dobiegł Hermionę zdziwiony głos Harry.
Spojrzała na przyjaciół ze zrezygnowaniem. Czy oni naprawdę nie mogą zadać sobie choć trochę trudu?
- Gdybyście czytali „Historię Hogwartu“ wiedzielibyście, że takie rzeczy się zdarzały. – zaczęła wolno.
- Po co się wysilać? Zawsze można zapytać ciebie. Uwielbiasz tę książkę! – zauważył Ron, ale jego mina zrzedła pod wpływem karcącego wzroku Hermiony.
- Nie bez powodu- warknęła. – W każdym razie, możliwe jest, że w ceremoni przydziału uczestniczyć będzie ktoś starszy. Naprzykład, gdy przenosi się do Hogwartu z innej szkoły magii.
- Naprawdę? – Ginny była pod wrażeniem. – Jejku, myślałam, żeto niemożliwe. W każdej szkole program jest nieco inny, tak mi się wydawało.
- Jest inny- zgodziła się Hermiona. – Dlatego taka osoba uczestniczy w zajęciach różnych klas, również tych młodszych. W sumie jest to dość w porządku system. Bardzo popularny wśród mugoli. Tam nazywa się wyrównywaniem podstaw programowych.
- Mam więc nadzieję, że będzie wyrównywać te podstawy także na naszym roku- podsumowała Ginny. – Wydaje się być naprawdę interesującą osobą.
            W istocie, Hermiona niewiedziała dlaczego, ale od dziewczyny biło coś niezwykle optymistycznego i pozytywnego. Tak, jakby nie dać się mogło czuć do niej antypatię.
Została wyczytana jako Violet Souley i gdy tylko tiara przydziału po krótkim namyśle krzyknęła „Gryffindor!“, Hermiona szczerze ucieszyła się, że pojawi się więcej okoliczności do porozmawiania z Violet.
Dziewczyna aż dostała rumieńców i przysiadła na rogu stołu gryfonów.
- Świetnie! – ekscytował się Ron- będzie nowa dziewczyna do obczajenia! Ale potem, Merlinie- potem! Dajcie tylko jeść!
Hermiona dała mu żartobliwego kuksańca w bok. Bo naprawdę, czy on zawsze musi się tak zachowywać?!
Dumbledore powstał, by wygłosić swoją coroczną przemowę.
(„Szybciej, dyrciu! Mój żołądek łka“- jęknął Ron).
Hermiona słuchała jednym uchem zwyczajowych ostrzeżeń co do zakazu wstępu do Zakazanego Lasu i używania magii na korytarzach.
Ożywiła się tylko na ostatnie zdanie dyrektora i- szczerze mówiąc- przez chwilę była pewna, że się przesłyszała.
A raczej miała nadzieję.
- A teraz proszę przywitajcie nową nauczycielkę obrony przed czarną magią- mówił Dumbledore, klaszcząc w dłonie. – Pani Narcyza Malfoy.

sobota, 4 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 9



Hej, hej!
Jak tam Sylwester? Mój.... Cokolwiek specyficznie, więcej nie zdradzę:)
Wróciłam do naszego PIĘKNEGO kraju z rozdziałem:)
Dedykuję go tym razem La_Tua_Cantante :)
Enjoy it!
PS: Nie martwcie się proszę brakiem bohaterów, w przyszłym rozdziale powrót do szkoły.
PPS: Tam, na wygnaniu przyszło mi do głowy kilka pomysłów, mam już projekt końca opowiadania... Ale to za długi, długi czas!

ROZDZIAŁ 9

- Co to....co to ma być?- wychrypiał Dracon, podnosząc się z ziemii.
- Słucham?!- Hermiona złapała się pod boki.- To ty mnie śledziłeś!
- Okłamałaś mnie! -oponował Dracon.- W co ty pogrywasz?! Oni nienawidzą szlam! Rzuciliby Cruciatusa na ciebie dla czystej przyjemności!  Myślałem, że masz chociaż trochę...
- Przestań! - wrzasnęła Hermiona. -Co ty sobie wyobrażasz? Jak śmiesz...
- Czemu mnie okłamałaś? Co to ma być?! Niewiarygodne! Niewiarygodne żebyś TY, taka szlama....
Hermiona zamknęła oczy. Nie miała zbyt dużego poczucia własnej wartości. Zawsze, obojętnie czy to w mugolskim towarzystwie, czy w czarodziejskim była tą gorszą 
(przypis autorki: ten pomysł przyszedł m dokładnie w noc sylwestrową i jest kluczowy do dalszego ciągu. Może i pamiętacie opis imprezy hotelu Plaza, który to dawał nieco inne przesłanki. Zmieniłam go nieco i mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego drobnego fixu). 
Mniej zabawną, mniej atrakcyjną, mniej wygadaną, mniej potrzebną, brzydszą. Wiedziała, że to prawda. Nie było to miłe, ale cóż robić? Teraz jednak Dracon mimowolnie poruszył w niej tą malutką igiełkę smutku. Wiedziała, że nie może spodziewać się po nim niczego innego, pomijając fakt, że w tym konkretnym przypadku  o dziwo ślizgon wcale nie chciał zapewne wytknąć jej beznadziejności.
- Idź stąd, Malfoy- powiedziała w końcu wolno- Nim rzucę na ciebie Obliviate.
Prychnął.
- Już to widzę, jak szlama Wiem-To-Wszystko łamie regulamin i godzi się na wyrzucenie ze szkoły!
- W tym przypadku poważnie to rozważam.
Zdziwił się, i to mocno. Coś musiało być na rzeczy skoro była zdolna do takiego poświęcenia. A mówiła prawdę, widział to po jej oczach.
- O co ci chodzi?- zapytał pewnie.
- Nie twoja sprawa. Uciekaj stąd. Zapomnij- Hermiona odwróciła się z zamiarem odejścia, ale Dracon złapał ją za ramię, boleśnie wbijając jej paznokcie w skórę. Pisnęła.
- Malfoy, debilu! Uspokój się! - warknęła.
- Co to jest? - był niewzruszony.
W oczach Hermiony mimowolnie pojawiły się łzy.
- Puszczaj mnie, ty wybryku natury!
- Co to ma być!?- wzmocnił uścisk.
- To boli do cholery! Idź się leczyć!- próbowała się wyrwać, ale bezskutecznie.
- Czemu zachowujesz się tak dziecinnie?
- TO TY JESTEŚ DZIECINNY!- wrzasnęła w końcu Hermiona, zaciskając załzawione z bólu oczy.
Dopiero wtedy Dracon przyjrzał się jej twarzy, która faktycznie wyrażała cierpienie  i rozluźnił uścisk.
Na ramieniu gryfonki widniały purpurowe, zionące krwistą poświatą ślady.
- Zwariowałeś, idioto! Odwal się!- warknęła dziewczyna, rozcierając bolesne miejsce.
Blondyn przypatrywał się tej scenie z niewyraźnym wyrazem twarzy.
- Dobra, chyba przesadziłem- powiedział w końcu cicho.
Hermiona w jednej chwili zmieniła wymowę spojrzenia, z wściekłego, na zdziwiony.
- Ty mnie właśnie przeprosiłeś- zaczęła niepewnie. - Definitywnie powinieneś się leczyć.
- Nie przeprosiłem- zaoponował. - Stwierdziłem fakt, że dziurawienie ci ręki było lekką przesadą.
Złapał ją za bolące ramię, wyciągnął różdżkę i stuknął w rany dziewczyny mrucząc kilka zdań. Ślady natychmiast pojaśniały, i mimo iż nie zniknęły zupełnie, teraz rzucały się w oczy znacznie mniej. 
- Przywileje posiadania ojca w ministerstwie- wyjaśnił, podchwyciwszy zdziwione spojrzenie dziewczyny. - Używanie drobnej magii w wakacje jest jednym z nich.
Hermiona kiwnęła zamyślona głową.
Co się do cholery z nim działo?
- Powiedz mi, o co chodzi- zaczął Dracon, przenosząc spojrzenie z Hermiony na rezydencję. - Wiesz przecież, że... akurat TO zrozumiem.
- Myślę właśnie, że akurat TEGO nie zrozumiesz- zaoponowała ostro. - Jak zdążyłam zauważyć, lubisz... Eksponować swój status materialny. Lekko powiedziawszy.
- Co w tym złego?!
Gryfonka westchnęła cicho. Stało się właśnie to, czego się obawiała- ktoś z magicznego świata odkrył jej tajemnicę. I to jeszcze jak na złość musiał być ktoś o nazwisku Malfoy!
Jak na złość Malfoy! Ostatnia istota, która byłaby w stanie ją zrozumieć.
- Nie widzę potrzeby rozmawiania o tym z tobą. Nie jestem też w stanie wytłumaczyć ci tego i...
- Hej, jak przystało na dobrze wychowaną dziewczynkę, powinnaś wiedzieć, że niegrzecznie jest nie zapraszać mnie do środka na herbatę! - przerwał bezczelnie Dracon.
Hermiona prychnęła! Tego było już za wiele!
- Jak przystało na dobrze wychowanego chłopca, powinieneś wiedzieć, że niegrzecznie jest się wpraszać- odgryzła się szybko.
Blondyn uśmiechnął się niewinnie.
- No, nie daj się prosić, szlamciu! Wiesz... - urwał, jakby wahając się, czy powinien to powiedzieć. Podjął decyzję: - Nie chcę jeszcze wracać do siebie. Nie przepadam za tego rodzaju gośćmi- wyznał.
Hermiona spojrzała na niego podejrzliwie.
W sumie, to co się stało było faktem. I tak zobaczył.
- Chodźmy więc- powiedziała w końcu zrezygnowana i poprowadziła zachwyconego Dracona wprost do swojej rezydencji.

**********

Chłopak rozglądał się zachwycony dookoła, mimowolnie wydając z siebie odgłosy zachwytu. Drgnął nieznacznie, gdy zjawił się przy nich Albert- jeden z nielicznych, pozostałych na wieczór służących.
- Dobry wieczór, Panienko-rzekł lokaj, kłaniając się przed Hermioną. - Witam Pana- zwrócił się do Dracona. - Czego sobie państwo życzą?
- Witaj, Albercie- Hermiona uśmiechnęła się do niego ślicznie i spojrzała pytająco na swojego gościa.
- Ja...eee..- miotał się Draco. - Mmmoże...herbaty.
- Senchy, czerwonej, białej, Roiboosa czy Yerby? - pytał uprzejmie służący.
- Eeee...tej pierwszej...
- Oczywiście, proszę pana. Ktorej pan sobie życzy? Mam z kaktusem, nagietkiem, kwiatem wiśni....
Hermiona zdusiła śmiech, widząc zmieszanie na twarzy ślizgona. Postanowiła zlitować się nad chłopakiem.
- Poprosimy dwie senche kaktusowe z ananasem- zwróciła się ciepło do Alberta.- Do mojego pokoju.
Mężczyzna ukłonił się i odszedł przygotować zamówienie.
- Ty...ty zawsze tak traktujesz służbę? - zapytał Draco, otrząsnąwszy się z szoku.
Hermiona spojrzała n niego gniewnie.
- Tak, zawsze traktujemy miło PRACOWNIKÓW- warknęła, akcentując ostatnie słowo. - Chodź, porozmawiamy u mnie.
Poprowadziła zdziwionego chłopaka eleganckimi, krętymi schodami i potem przepastnym korytarzem.
Blondyn rozglądał się zdziwiony dookoła, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu. Podobnie jak wystrój ogrodu i widok willi z zewnątrz, wnętrze nie miało w sobie ani grama przepychu czy niezdrowej przesady- wszystko było tu idealne. Idealnie zdobione ściany, idealny bordowy dywan, idealne żyrandole, idealne ozdoby. Dom zdawał się być ogromny i Draco miał nieodparte wrażenie, iż sam zgubiłby się w czeluściach niekończących się korytarzy. Prawdę mówiąc, zapragnął, by tak się stało- miałby wtedy okazję podziwiać to dzieło wystrojów wnetrzarskich w całości.
Pokój Hermiony prezentował się jak z modnej fotografii.
Jedną ścianę pomalowano na odcień szarości, resztę na biało. 
Na dużym biurku spoczywały przedmioty, których Draco nigdy wcześniej na oczy nie widział, najpewniej były to jakieś mugolskie gadżety. Po drugiej stronie urządzono biblioteczkę, a raczej jej miniaturę, bowiem wielka biblioteka jako taka znajdowała się na niższym piętrze.
Tutaj natomiast książki ustawione były na dwóch, ładnych regałach, przy których stał czarno-szary fotel, wyglądający jak kwintesencja komfortu. Oświetlony był on przez  fantazyjną, kremowo-grafitową lampę. Jedna ze ścian ozdobiona była niesamowitym obrazem, przedstawiającym coś w rodzaju jedwabiu z roślinno-literowym motywem, pokrywającego wysoki stolik, na którym psychodeliczny, czarno-szary kot, wpatrywał się hipnotycznym wzrokiem w obserwatora.
Z drugiej strony pokoju stała szafka, na której spoczywał czarny, geometryczny wazon. Nie było w nim kwiatów, tylko długie na pół metra, poskręcane ozdoby, w kolorach starego srebra, matowo-miękkiego ołówka i stłumionego dymu.
Nad wielkim łóżkiem, przykrytym czarno-granatową kapą z koronką wisiała wielka mapa świata, z powbijanymi gdzieniegdzie szpilkami, znaczącymi miejsca, które Hermiona zdążyła już odwiedzić. 
Całość stanowiła idealny przykład tak modnego teraz designu i nie było wątpliwości, że był to pokój, którym nie pogardziłaby żadna młoda osoba, mająca nieco inne aspiracje, niż tylko sztachlowanie na twarz tapety z pudru.
- Wow- skwitował po raz setny Dracon, a Hermiona tylko zacisnęła mocno usta i wskazała ślizgonowi łóżko.
- Usiądź- zaproponowała spokojnie.
Draco spojrzał na dziewczynę z mieszaniną zaskoczenia i ciekawości.
- Dlaczego... - zaczął spokojnie. - Dlaczego o tym nie mówisz? Znaczy...tyle razy miałaś ku temu znakomitą okazję, kiedy..
- Kiedy śmiałeś się z sytuacji Rona? - dopowiedziała kwaśno Hermiona.
Draco zacisnął usta, a dziewczyna spojrzała na niego znacząco.
Nie spodziewała się tak szczerego, nieco osobistego pytania. Skoro jednak Malfoy sobie na takie pozwolił, ona powinna była utrzymać poziom rozmowy.
- Nie widziałam sensu- przyznała. - Co to za różnica, że...
- Ale....- przerwał Dracon niedbale. - Toż to majątek... Znaczy- zreflektował się. - Widziałeś pewnie zdjęcia mojego domu, bo...
- Szpanowałeś nimi w całej szkole- znowu dokończyła, a Draco skinął głową.
- Coś w tym rodzaju...Czemu wtedy...
- Słuchaj- Hermiona westchnęła. - Jak już się zorientowałeś, ja nie chcę o tym rozpowiadać. Ba, w ogóle nie chcę o tym mówić. Po co? Ludzie by nie zrozumieli...
- Co masz na myśli?
Hermiona spojrzała na niego i wolno zachciała mówić.
- Wiesz, spotkałam już ludzi biednych, którzy byli większymi materialistami... Nawet od ciebie. Sądzili, że to jest coś, co robi z ciebie automatycznie pana i władcę... Że nie możesz, nie masz prawa mieć problemów, że na pewno wszystko ci wychodzi i jesteś super szczęśliwy... "Obrzydliwie bogata burżujka, znów wymyśla problemy".
Po co się martwić tym, że od miesiąca nie gadasz z rodzicami, poważniejszym problemem jest brak funduszy na wczasy na Majorce....
Nie  wiedziała, czemu mu o tym wszystkim opowiadała. Przecież to były prywatne problemy, nie zwierzała się z nich pierwszej lepszej osobie. A  tym bardziej swojemu wrogowi.
- Wiesz, ludzie nie rozumieją- odezwał się wolno blondyn. - Wydaje im się, że to rozwiązuje wszystko... ZNACZY wszystko.
- I właśnie dlatego nie chcę i nie będę o tym opowiadać- podsumowała. - Nie chce mi się tłumaczyć, jak to naprawdę wygląda. Chociaż teraz, jak już za mną polazłeś i wiesz, nie sądzę, by milczenie leżało w twoim interesie.
- Wiesz przecież, że się nie lubimy, szlamo- potwierdził Dracon, a potem zadał bardzo dziwne pytanie. - Granger, czy twoi rodzice kiedykolwiek cię...skrzywdzili?
- Co masz na myśli? - Hermiona zmarszczyła brwi.
- No wiesz- miotał się blondyn. - Fizycznie....
- Nie! - wykrzyknęła Hermiona, zdając sobie sprawę, o co chodziło chłopakowi. - Merlinie, nie! Nigdy, nigdy! Co ci też przyszło do głowy?!
- No wiesz.... Po prostu spytałem... - ślizgonowi zrobiło się głupio. - A...a gdzie oni są teraz?
Hermiona przygryzła dolną wargę.
- Gdzieś w samolocie. W drodze z Omanu do Tokio. Albo już w apartamencie- odezwała się cicho. - W każdym razie bardzo, bardzo daleko.

***********

- Na twoim miejscu synu, bardziej zastanawiałbym się, z kim się zadaję- zauważył chłodno Lucjusz, chodząc dookoła po salonie.
- Niektóre rzeczy zobowiązują, kochanie- dodała Narcyza, kładąc rękę na ramieniu syna.
Draco uniósł brwi, starając się nie dać pokazać po sobie zdenerwowania.
To prawda, spędził z tą szlamą Granger sporą część dzisiejszego wieczoru, ale po prostu tak wyszło. Nie był tym faktem zbytnio zachwycony. Przekomarzali się, kłócili, no i oczywiście denerwowała go tą swoją przemądrzałością i naturalną słodyczą.
Groźby nie były w stylu rodziców i nigdy nie pochwalali oni tego rodzaju taktyk wychowania. Teraz jednak wypowiedź ojca miała w sobie niepokojącą nutę.
- Nie zadaję się z tą szlamą- wycedził w końcu. - Nawet jej nie lubię. Strasznie mnie denerwuje. Po prostu tak wyszło- i rozmawialiśmy chwilę.
- Nie obwiniamy cię o nic, Draco! - tłumaczyła Narcyza. - Po prostu chcemy, byś wiedział, że w złym tonie byłoby, gdybyśmy my, Malfoyowie spouchwalali się z przedstawicielami...Hmmm, niższego statusu...
- Jeśli chodzi wam o status materialny, to wypadamy naprawdę blado przy Granger- Draco nie mógł się powstrzymać od przelania swoich frustracji.
- Mógłbyś wyjaśnić, synu- ton Lucjusza nie znosił sprzeciwu. 
Wpatrywał się w Dracona z wielkim zainteresowaniem i ciekawością w chłodnym spojrzeniu.
- Dla mnie też było to wielkim zaskoczeniem- zaczął Draco. - Ale ta mała szlama ma.... Cóż, powiem tylko, że miejsce w którym mieszka jest niewątpliwie najbardziej niesamowitą budowlą, jaką widziałem. Ogród, dom, wnętrze. Dzieło sztuki! - prychnął.
- Ale: jak?- interesowała się Narcyza. - Przecież w tej szlamie nie ma nic wyjątkowego.
- Zgadzam się! I nie mam pojęcia jak to możliwe- Dracon skrzywił się nieznacznie. - Po prostu was informuję. Nasza szlamcia jest.... dobrze sytuowana. Lekko powiedziawszy.
Narcyza i Lucjusz wymienili zdziwione spojrzenia.
- Cóż, skarbie- zaczęła kobieta. - Nie mamy zamiaru wybierać ci towarzystwa... Wiedz jednak, że czasem bardzo łatwo się do kogoś przywiązać. A w niektórych wypadkach jest to bardzo przydatne. Taki człowiek bowiem jest gotów zrobić bardzo wiele, by tylko zapewnić względne bezpieczeństwo cennej osobie. BARDZO wiele.
Dracon prychnął, wstając energicznie z fotela.
- Też mi groźba- zakpił. - Nie zamierzam się przywiązywać do szlamy! Mam ważniejsze sprawy na głowie.
Po czym opuścił pomieszczenie, zostawiając rodziców patrzących na siebie z mieszaniną wściekłości i zrezygnowania.