Kochane!
Wracam z rozdziałem, dzięki krzepiącym słowom niektórych z Was.
Krótkim rozdziałem i chyba nienajlepszym, ale za to przyjemnie mi się go pisało.
Sprawa z komentarzami wcale nie zniknęła. Ale postaram się już nie prosić o nie po raz kolejny. Po co? Wiecie, że mi przykro, kiedy ich nie ma. Nie spodziewam się, że nagle zaczniecie komentować- ale dla tych kilku osób warti wrócić.
Notkę dedykuję Koalce.
Pozdrawiam:
ROZDZIAŁ 25
- Granger! Czekaj! - krzyczał, upewniwszy się wpierw, że w korytarzu nikogo nie ma.
Wszak wciąż musiał dbać o swą reputację.
Drgnęła na dźwięk swojego nazwiska. Gdy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem chłopaka skrzywiła się nieznacznie.
Rzecz jasna, nie spodziewała się, że Malfoy pójdzie za nią. W sumie nic dziwnego- on sam się tego po sobie nie spodziewał.
- Idź sobie! - dobiegł go jej zapłakany głos. Za wszelką cenę starała się opanować go, by nie drżał, ale widocznie słabo jej to wychodziło. - Masz czego chciałeś! Zobaczyłeś łzy szlamy Hermiony Granger. Biegnij oznajmić o tym wszystkim!
"Nie mam zamiaru" - pomyślał Draco, przypatrując się hipnotycznym, pełnym łez, brązowym oczom. Niestety-na szczęście z jego ust zamiast tego wyszło:
- zamknij się, Granger. Nie pieprz głupot.
Gryfonka zamrugała zdziwiona.
- Ech- cały ty- westchnęła. - Chamski i arogancki. Po coś za mną przylazł?
Przygryzł dolną wargę, zastanawiając się co powiedzieć. Aniołem nie był, ale nie lubił być oskarżanym o coś, czego nie zrobił. Lub nie zrobiłby.
- Granger, ja...- zaczął niepewnie. - Możesz sobie myśleć co chcesz, ale ja naprawdę nie miałbym żadnej przyjemności w torturowaniu cię mugolskimi sposobami.- wyrzucił z siebie.
Hermiona spojrzała na niego uważnie.
- No jasne- gdzieżby wielki pan arystokrata zniżyłby się do używania czegokolwiek mugolskiego- mruknęła ponuro, ocierając łzy.
Draco zmarszczył brwi.
- Przestań! To nie jest śmieszne! - warknął.
- To nie miało być śmieszne.
Draco w duchu zwątpił. Sam nie wiedział czemu, ale zależało mu, by ta irytująca szlama Ganger mu uwierzyła.
Postanwił pójść nieco dalej.
- To takie niegryfońskie- taki brak wiary w ludzi...
- Jeżeli chodzi o ciebie, głupotą byłoby ci uwierzyć od razu...
- To mi powiedz- niespodziewanie uniósł głos- Co takiego mam do cholerey zrobić, abyś się przekonała, że naprawdę nie miałbym żadnej cholernej satysfakcji z znęcania się nad tobą?!
Fakt, zachował się impulsywnie, ale poczuł, że nie ma innego wyjścia. Nie miał też zielonego pojęcia, DLACZEGO do licha tak mu zależy? !
Na Hermionie najwyraźniej też wywarła wrażenie niespodziewana determinacja Ślizgona. Przypatrywała się mu z nieodgadnioną miną, a potem odezwała cicho:
- Może po prostu przestań to robić- odezwała się cicho.
Dla chłopaka to był szok.
- Co ty...- zaczął, ale Hermioba nie pozwoliła mu skończyć.
- Jest dokładnie tak, jak słyszysz- kontynuowała. - Prawdopodobnie nigdy nie będziesz miał szansy potraktować mnie TAK... Użyć przeciwko mnie napalmu czy celować do mnie z karabinu... Ale mówisz o znęcaniu się- a to można osiągnąć na wiele sposobów...
- Przecież..
- Pytałeś się "co masz zrobić"?! - uniosła głos- To ci mówię- zacząć sie inaczej zachowywać!
- Przecież ty się nigdy nie przejmowałaś zbytnio tym, co mówię!
- Nigdy się nie przejmowałam? - powtórzyła, patrząc na niego krytycznie, po czym westchnęła. -Chciałeś odpowiedzi, to ją otrzymałeś. A teraz...
- Czekaj! - krzyknął, powstrzymując ją przed odwróceniem się- Słuchaj! To że jesteś szlamą nie ulega wątpliwości. .
Hermiona wzniosła oczy do nieba.
- I po co nam było...
- Dobra! - skapitulował- To że jesteś cholernym gryfiątkiem nie ulega wątpliwości. ... Ale niech ci będzie. POSTARAM SIĘ... Przestać ci AŻ TAK BARDZO dokuczać... Z akcentem na "aż tak bardzo". Merlinie, okropna jesteś, by pozbawiać mnie jednej z ulubionych rozrywek...
Hermiona prychnęła i pokręciła z politowaniem głową, ale na jej twarzy wykwitł uśmiech.
- Jesteś absolutnie niereformowalny, Malfoy!
"- A ty jesteś całkiemw porządku"- pomyślał, ale ugryzł się w język. Nie, Nie powie tego...
- Widzisz, szlamciu, co ci przyszło...!- uśmiechnął się niewinnie.
- Malfoy! Miałeś...- znowu się zdenerwowała, ale...
"Po prostu jej to powiedz"
"Nigdy...!"
"Ale..."
"NIE!"
- "AŻ TAK BARDZO" ci nie dokuczać! "Szlamcia" to nie "szlama". Wciąż mieszczę się w normie! - rzucił beztrosko.
Hermiona po raz kolejny pokręciła głową, ale uśmiechnęła się zrezygnowana.
"Po prostu jej powiedz! Nawet w ramach żartu....."
- Granger?! - zatrzymał ją po raz kolejny, bowiem już odchodziła.
- Tak, Malfoy? - odwróciła się i wpatrzyła w jego oczy.
Rzeczywiście, miała w oczach ogniki- teraz jak nie była zła tańczyły one wesoło w bursztybowych tęczówkach.
O! Piegi! Hermiona Granger ma na nosku jeden, dwa, trzy, dziesięć, dwanaście.... uroczych piegów.
Chwila, na co ona czeka?
Ach, no tak..
Hej, ona jak się uśmiecha, to...
- Malfoy! Co chciałeś?!
"Co ja to miałem....? Ach- no tak.."
- Granger, słuchaj....
- No...? - ponaglała go.
"No po prostu to powiedz, idioto!"
-FilchMyłPodłogęWięcJakIdzieszNaKolacjęToWybierzSchodyWschodnie,BoNaPołudniowychJestMokro- wypalił.
Hermiona zamrugała, jakby w pierwszej chwili nie wiedziała o co chodzi, ale potem skinęła.
- Dziękuję za ostrzeżenie, Malfoy. Do zobaczenia! -pomachała nawet ręką, po czym odeszła, zostawiając Draco, analizującego to, co właśnie się stało.
pure-hatred
- pure-hatred
- miłość nigdy nie umiera
- dwa światy stały się jednością
- koło fortuny
- jesteśmy jednością
- Dramione Inki
- co serce pokocha
- koalka
- Zakazana Historia
- Nowa historia Draco i Hermiony
- Scorose:)
- Just believe
- Życie pełne niespodzianek
- how-to-say-i-am-sorry
- Hope Florence w Hogwarcie
- Gdy kończy się nadzieja
- "Najlepsi wrogowie"
- "Miłość przez głupotę"
- Stowarzyszenie DHL
- Bądź moją nadzieją
- Dla miłości warto cierpieć
czwartek, 24 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
informacja
Hej!
Oficjalnie informuję, że zawieszam bloga na czas nieokreślony.
Autentycznie mi przykro.
Wiecie, jak ciężko jest pisać z komórki...i przez to ostatnia miniatura nie jest idealna.ale starałam się. Starałam i codzinnie z zagranicy sprawdzałam, czy są jakieś komentarze, a tu raptem tylko 2...
Nawet 10 komentarzy to mało, a ja jak jest tyle to cieszę się jak głupia. I nie zawsze jest.
Tak, wiem ze to dziecinne, że robię sceny, ale to naprawdę frustrujące. I teraz napiszę coś, o czym pewnie wiecie, bo czytałyscie na innych blogach.
Ale komentarze znaczą dla Autora więcej, niż możecie sobie przypuszczać. Wyobraźcie sobie, że...udało Wam się coś osiągnąćm, jesteście mega szczęśliwe, mega dumne, chcecie się podzielić swym sukcesem i spotykacie sie z TOTALNĄ olewką Tak, jakby Was nie było...
Niezbyt miłe?
Wiem, że brak komentarzy wynika z lenistwa- odliczam z wyswietleń osoby, które po pierwszych kilku zdaniach stwierdzają, że opowiadanie jest nie dla nich i dalej nie czytają. Ich prawo, ale przypuszczam, że są wśród Was osoby, które czytają.
Naprawdę mi smutno, tym bardziej, że dalej będę to opowiadanie pisać, ale narazie rezygnuje z publikacji. Bo po co?
Przepraszam za błędy w notce- wciąż piszę z komórki.
Mam nadzieję, że do usłyszenia.
WASZA MILDREDRED
Oficjalnie informuję, że zawieszam bloga na czas nieokreślony.
Autentycznie mi przykro.
Wiecie, jak ciężko jest pisać z komórki...i przez to ostatnia miniatura nie jest idealna.ale starałam się. Starałam i codzinnie z zagranicy sprawdzałam, czy są jakieś komentarze, a tu raptem tylko 2...
Nawet 10 komentarzy to mało, a ja jak jest tyle to cieszę się jak głupia. I nie zawsze jest.
Tak, wiem ze to dziecinne, że robię sceny, ale to naprawdę frustrujące. I teraz napiszę coś, o czym pewnie wiecie, bo czytałyscie na innych blogach.
Ale komentarze znaczą dla Autora więcej, niż możecie sobie przypuszczać. Wyobraźcie sobie, że...udało Wam się coś osiągnąćm, jesteście mega szczęśliwe, mega dumne, chcecie się podzielić swym sukcesem i spotykacie sie z TOTALNĄ olewką Tak, jakby Was nie było...
Niezbyt miłe?
Wiem, że brak komentarzy wynika z lenistwa- odliczam z wyswietleń osoby, które po pierwszych kilku zdaniach stwierdzają, że opowiadanie jest nie dla nich i dalej nie czytają. Ich prawo, ale przypuszczam, że są wśród Was osoby, które czytają.
Naprawdę mi smutno, tym bardziej, że dalej będę to opowiadanie pisać, ale narazie rezygnuje z publikacji. Bo po co?
Przepraszam za błędy w notce- wciąż piszę z komórki.
Mam nadzieję, że do usłyszenia.
WASZA MILDREDRED
wtorek, 1 lipca 2014
WARIACJA
Hej!!
oto nowa część miniatury.
Przepraszam za błędy- pisane na komórce. W Islandii.
Przepraszam za urwanie części w połowie- pisane w Islandii.
Przepraszam za poszarpanie miniaturki- pisane na komórce.
W wietrznej Islandii, z której ślę Wam pozdrowienia!!
WARIACJA
- Ciiii.... CIiiichutko już. To było podłe z ich strony... Jak można... Jak tak mozna...- szeptal Draco, tuląc do siebie łkającą Hermionę.
Właśnie wróciła ze spotkaniaz przyjaciółmi i zdążył wypytać ją o powód jej stanu.
Lucjusz z Narcyzą zamknęli się w jednym z salonów celem omówienia pewnej ważnej sprawy, młodzi mogli więc porozmawiać swobodnie.
Wprawdzie Draco wiedział, że nikt tak jak jego matka nie potrafi umieć słuchać, z drugiej strony jednak zdawał sobie sprawę, że Hemiona wciąż niezwykle krępuje się Narcyzy. Wiedział iż prędzej czy później zapewne rodzicielka dowie się o wszystkim, lecz skoro Hermiona powiedziała mu o wszystkim bez potrzeby kontroli jej umysłu, można było póki co oszczędzić jej dodatkowego stresu.
- Rozumiem, że mogli tak myśleć o mnie i rodzicach.. Ale zeby posądzać o cokolwiek ciebie?!?! Czy oni zwariowali??
- Nie! - odezwała się pewnie Gryfonka. - Nie, Draco. Uratowaliście mnie!
- Lub raczej po prostu nie zabiliśmy- mruknął.
- Nie! To nie tak! Pani Narcyza zabiła dla mnie swoją siostrę. ..
- Tylko dlatego, że Bellatrix była psychopatyczną morderczynią. ..
- Ale była jej siostrą!
- Niektóre rzeczy są ważniejsze, Mionku... Przestań się obwiniać o wszystko! Naprawdę!- zniżył głos do szeptu. - Naprawdę- powtórzył.
****
- Nie zgadzam się!- oświadczyła stanowczo Narcyza.
- Ależ Narcyzo! - oponował Lucjusz. - Magiczna Uczelnia Mersil w Kanadzie jest wielce poważaną i solidną placówką i...
- Nawet Durmstrang zdawał się być za daleko, kiedy chcieliśmy posłać tam Draco... A co dopiero KANADA!!! Możesz ewentualnie zapytać Karkarowa...
- Czyś ty zwariowała?!- denerwował się Lucjusz. - Durmstrang dla Hermiony? ! Nawet jeśliby Karkarow się zgodził, wszyscy ją tam zlinczują! Tam dopiero panuje polityka czystej krwi!
- Ale Kanada?! Nie może być tak daleko od domu!
- Narcyzo, posłuchaj mnie- Lucjusz silił się na spokój- Hermiona ma w sobie potencjał i...
W tym momencie jednak w kominku rozbłysło i wyszedł stamtąd Albus Dumbledore we własnej osobie.
****
- Profesorze! To... to nie może być prawda! - szeptała Narcyza. - Przecież Hogwart zawsze był azylem dla... wszystkich tych, którzy nie są czarodziejami czystej kri....- w tym określeniu zawarła zarówno szlamy, jak i charłaki i mugoli. - Nasza Hermiona będzie tam najszczęśliwsza!
- Narcyzo.... Zgadzam się z tobą w stu procentach- odparł poważnie Dumbledore. - I jako dyrektor dołożę wszelkich starań, aby osoby takie jak Hermiona dalej mogły odnajdywać tam bezpieczne schronienie... I przysięgam Wam, że prędzej dam się zabić, nuż pozwolę temu absurdalnemu prawu wejść w życie.... Jednak i moje życie nie jest bezcenne. Jednak myślę, że tym razem udało się zadziałać i pomysł z selekcją zdusi się w zarodku...
Narcyza i Lucjusz spojrzeli na siebie nie kryjąc ulgi i poczuli, że ogromny kamień im spada z serca.
Dumbledore spojrzał na nich poważnie.
- Sprowadza mnie w wasze progi niecco inny powód- odezwał się po chwili. - Człokowie Zakonu mnie naciskali bym przyszedł do was i poprosił o "uwolnienie"... to znaczy pozwolenie przeprowadzki Hermiony do kwatery głównej...
- Nie! NIE ZGADZAMY SIĘ!- krzyknęła Narcyza.
Po raz kolejny autentycznie denerwowała się, że ktoś zabierze im jej małą Gryfonkę.
Lucjusz cicho westchnął. Dla niego też sytuacja ta była ciężka, ale podchodził do niej zupełnie inaczej.
-Narcyzo... Wiem... Wiem, że może Ci będzie trudno...- odezwał się. - Ale Hermiona... Niech wybierze.
- TO jest jej dom! Tu będzie najbezpieczniejsza i...
- Narcyzo! Sądzisz, że można tak po prostu nią zarządzać? Teraz, kiedy przestalismy ją traktować jak niewolnicę oficjalnie nawet nie jest nasza...
Narcyza pobladła jeszcze bardziej i spojrzał a na męża wściekle.
- Jak to "nie jeszt nasza" ?!- wyszeptała z wyrzutem. - A kto opiekował sie nią, kiedy była zbyt słaba na cokolwiek? Kto się o nią martwi, czuwa przy niej podczas choroby, przypatruje się jej gdy śpi, troszczy się by nie robiła głupot, karze ją za wszystkie bzdury, które jednak uda jej się wykonać, dba i..
- Narcyzo! - przerwał jej, powoli zaczynał już być wzburzony - Dobrze wiesz, że tak naprawdę jest nam bliska, powinniśmy.... "Jeśli coś kochasz, puść to wolno... Jak wróci, znaczy że jest twoje. Jak nie, nigdy...."
- "(...)Twoje nie było"- dokończyła z lękiem Narcyza. - Masz ... Chyba masz rację, ale tak bardzo się o nią boję... Nie poradzi sobie! Jest jeszcze taka słaba i taka smutna... Przecież to jeszcze...
- Narcyzo! Przestań natychmiast! Hermiona to silna dziewczynka! Poza tym od zawsze do nich przyjeżdżała.... Przecież to jej przyjaciele! Nic jej nie będzie, a jeśli podejmie taką decyzję, to znaczy że przeprowadzka do kwatery Zakonu będzie dla niej najlepsza.
- Nie rozśmieszaj mnie! - prychnęła Narcyza. - Mogę się zgodzić z tym, że wypadałoby dać jej możliwość wyboru... Ale nie wmówisz mi, że ona sama wie, co jest dla niej najlepsze! I nie wymagaj tego od niej! Nie wymagaj, aby sama o siebie dbała i zachowywała się jak dorosła! Przecież ona ma dopiero piętnaście lat!
- Rozumiem więc, że godzicie się dać pannie Granger wybór- odezwał się Dumbledore. - Dobrze zatem... pozwolicie, że porozmawiam sobie z nią i...
- Jest ranna- wpadła mu w słowa Narcyza. - Ale przysięgam profesorze, że to nie my jesteśmy odpowiedzialni. ..
Nie dokończyła. Dumbledore spojrzał ciężko na obojga.
- Obrażacie mnie sugerując iż dopuszczacie do świadomości przypuszczenie, że mógłbym Was podejrzewać- oświadczył lodowatym tonem. - Jednak po pierwsze, musimy spytać ją, gdzie woli mieszkać, a po drugie... Po twojej, Lucjuszu, godnej podziwu walce, by osoby mugolskiego pochodzenia mogły dalej uczęszczać do Hogwartu.... Zważywszy, że obecność Hermiony niewątpliwie na to wpłynęła, lepiej byście na parę dni opuścili Malfoy Manor. Tak na wypadek, gdyby inni Śmierciożercy chcieli sprawdzić, jak sprawa naprawdę wygląda...
****
- Uwielbiam ich, profesorze- cały Zakon, naprawdę! - zaklinała się Hermiona- Wszyscy są tacy mili i wspaniali, ale.... Jeśli mogłabym. ... Tutaj chyba jest mój dom i... jeśli nikt nie ma nic przeciwko to wydaje mi się, że powinnam zostać tutaj...
Dumbledore pokiwał głową i zaśmiał się w duchu. Od kiedy dowiedział się o tragedii jaka spotkała Hermionę owszem, bardzo jej współczuł, ale równocześnie zdawał sobie sprawę, że wśród rodziny Malfoyow tak naprawdę nic jej nie grozi. Znał Lucjusza i Narcyzę aż za dobrze. Nigdy w życiu by jej nie skrzywdzili. Mogli się pogubić, mogli popełnić niejedną głupotę- ale pewne wartości są stałe, tym bardziej u ludzi takich jak Państwo Malfoy.
Narcyza z trudem powstrzymała łzy wzruszenia, ale zachowała sie w pelni arystokratcznie- tak, jak nakazywał dobry ton. Przeszła przez pokój, stanęła za Hermioną i położyła jej rękę na ramieniu.
- Ustalone zatem- oświadczyła władczo, przyciągając ją do siebie.
- Tak, tak, znakomicie- mruknął Dumbledore uśmiechając się pod nosem. - Zatem... Wszystko załatwione... Jeszcze tylko... Na kilka dni lepiej byście opuścili Malfoy Manor, tak dla przezorności. Panno Granger, jeśli pozwolisz, twój rodzinny dom będzie idealny. .. To tylko parę dni, a....z
- Och, oczywiście! - krzyknęła Hermiona. - Tylko że nie bardzo rozumiem....
- Wytłumaczymy ci. Później.- szepnęła nerwowo Narcyza, ściskając jej ramię tak mocno, że aż ją zabolało.
****
- Tutaj zrobiłam wam kawę i herbatę... Zaraz zetrę kurze i zobaczę, czy są jakieś zapasy jeszcze zrobione przez moich rodziców, ale przepraszam Państwa bardzo, obawiam się, że nic nadzwyczajnego nie będzie. ..
- Hermiono! - przerwała Narcyza spokojnie- Uspokój się, dziecko kochane...Przecież nie odwołałam twojego zakazu- to po pierwsze. A po drugiw.... Teraz to my jesteśmy Twoimi gośćmi i naprawdę niczego nam nie potrzeba. Nie musisz nam usługiwać we własnym domu. Rodzinnym.- to ostatnie dodała pewnym głosem, aby podkreślić że Malfoy Manor to też dom dla Hermiony. Bezapelacyjnie.
Siadaj tu z nami i postaraj się odpocząć. - dodał Lucjusz.
I znowu wszystko było dobrze.
*****
Hermiona siedziała w swoim ogrodzie i myślała.. Próbowała uświadomić sobie co się wlasnie rozgrywało.
Byla u siebie w domu, razem z Malfoyami. O dziwo, fakt iż Lucjusz i Narcyza zajmowali dawny pokój jej rodziców wydawał jej się taki naturalny. (Przypis mildredred: może nieczytelnie wyszło, ale chciałam tu wstawić symbol, jakoby Hermionka zaczela powoli traktować Lucka i Narcyzię jak przybranych rodziców).
- Nie śpisz- rozległ się nagle głos za nią.
Pospiesznie odwróciła się- Draco stał kilka ktoków dalej i trzymając założone ręce na piersi wpatrywał się w nią uważnie.
- Ty też.- oświadczyła w odpowieszi.
Draco westchnął.
- Jak się trzymasz? - odważył się zapytać.
Hermiona wzruszyła ramionami. - To mój rodzinny dom. Jestem trochę....Skołowana sytuacją- przyznała.
Draco westchnął.
- Pamiętasz co zrobiła moja mama zaraz po tym, jak zabiła Bellę? Wtedy jak nas uratowałaś? - szepnął niemal bezgłośnie.
Wielkie, brązowe oczy wlepiły się w niego uważnie.
- Nnnie bardzo- wyjąkała Hermiona . - Chyba... Pewnie się mną zaopiekowała, jak zawsze...
- To też- zgodził się Draco. - Ale przede wszystkim... Moja mama wykorzystała sytuację... Przecięła do krwi swoją skórę lewej ręki, tej od....
- Od serca- wyszeptała prawie bezgłośnie.
- Zgadza się.... Następnie złapała ciebie.... Ty byłaś cała we krwi.... W każdym razie mama dostała się do krwi swojej i złączyła ją z twoją.
Wiesz przecież, co to znaczy... Rodzice przyjęli cię do siebie i... Naprawdę tego nie pamiętasz? ! Byłaś wtedy przytomna... Nawet usiłowałaś się sprzeciwiać!
- Nie... Znaczy- jak przez mgłę- przyznała zszokowana.
Owszem, istniała faktyczna możliwość że to była prawda...Ale jej wydawało się to abstrakcją.
- A pamiętasz zdarzenie z włosami w kolorze blond? - dobiegł ją głos Draco.
Twarz Hermiony pojaśniała- to zdarzenie pamiętała znakomicie!
***
Narcyza uchwyciła w palce kosmyk jej włosów i przyłożyła doń różdżkę.
- Przestępstwem byłoby pozbawienie ciebie w zupełności twojego cudownego, kasztanowego koloru - zaczęła - Ale ponieważ wszyscy Malfoyoie mają blond włosy, coby tradycji stało się za dość...
W jednej chwili pasemko Hermiony stało się srebrzysto blond - w identycznym odcieniu jak włosy całej trójki Malfoyów.
- Po raz kolejny witaj w rodzinie, Hermiono. - szepnęła, chowając różdżkę do kieszeni.
* * *
Gryfonka uśmiechnęła się ślicznie na wspomnienie tamtego zdarzenia, a na jej policzki wstąpił uroczy rumieniec. To było takie miłe! Tak nieprawdopodobnie szczere, dobre i pełne uczucia!
CDN!!!!!
oto nowa część miniatury.
Przepraszam za błędy- pisane na komórce. W Islandii.
Przepraszam za urwanie części w połowie- pisane w Islandii.
Przepraszam za poszarpanie miniaturki- pisane na komórce.
W wietrznej Islandii, z której ślę Wam pozdrowienia!!
WARIACJA
- Ciiii.... CIiiichutko już. To było podłe z ich strony... Jak można... Jak tak mozna...- szeptal Draco, tuląc do siebie łkającą Hermionę.
Właśnie wróciła ze spotkaniaz przyjaciółmi i zdążył wypytać ją o powód jej stanu.
Lucjusz z Narcyzą zamknęli się w jednym z salonów celem omówienia pewnej ważnej sprawy, młodzi mogli więc porozmawiać swobodnie.
Wprawdzie Draco wiedział, że nikt tak jak jego matka nie potrafi umieć słuchać, z drugiej strony jednak zdawał sobie sprawę, że Hemiona wciąż niezwykle krępuje się Narcyzy. Wiedział iż prędzej czy później zapewne rodzicielka dowie się o wszystkim, lecz skoro Hermiona powiedziała mu o wszystkim bez potrzeby kontroli jej umysłu, można było póki co oszczędzić jej dodatkowego stresu.
- Rozumiem, że mogli tak myśleć o mnie i rodzicach.. Ale zeby posądzać o cokolwiek ciebie?!?! Czy oni zwariowali??
- Nie! - odezwała się pewnie Gryfonka. - Nie, Draco. Uratowaliście mnie!
- Lub raczej po prostu nie zabiliśmy- mruknął.
- Nie! To nie tak! Pani Narcyza zabiła dla mnie swoją siostrę. ..
- Tylko dlatego, że Bellatrix była psychopatyczną morderczynią. ..
- Ale była jej siostrą!
- Niektóre rzeczy są ważniejsze, Mionku... Przestań się obwiniać o wszystko! Naprawdę!- zniżył głos do szeptu. - Naprawdę- powtórzył.
****
- Nie zgadzam się!- oświadczyła stanowczo Narcyza.
- Ależ Narcyzo! - oponował Lucjusz. - Magiczna Uczelnia Mersil w Kanadzie jest wielce poważaną i solidną placówką i...
- Nawet Durmstrang zdawał się być za daleko, kiedy chcieliśmy posłać tam Draco... A co dopiero KANADA!!! Możesz ewentualnie zapytać Karkarowa...
- Czyś ty zwariowała?!- denerwował się Lucjusz. - Durmstrang dla Hermiony? ! Nawet jeśliby Karkarow się zgodził, wszyscy ją tam zlinczują! Tam dopiero panuje polityka czystej krwi!
- Ale Kanada?! Nie może być tak daleko od domu!
- Narcyzo, posłuchaj mnie- Lucjusz silił się na spokój- Hermiona ma w sobie potencjał i...
W tym momencie jednak w kominku rozbłysło i wyszedł stamtąd Albus Dumbledore we własnej osobie.
****
- Profesorze! To... to nie może być prawda! - szeptała Narcyza. - Przecież Hogwart zawsze był azylem dla... wszystkich tych, którzy nie są czarodziejami czystej kri....- w tym określeniu zawarła zarówno szlamy, jak i charłaki i mugoli. - Nasza Hermiona będzie tam najszczęśliwsza!
- Narcyzo.... Zgadzam się z tobą w stu procentach- odparł poważnie Dumbledore. - I jako dyrektor dołożę wszelkich starań, aby osoby takie jak Hermiona dalej mogły odnajdywać tam bezpieczne schronienie... I przysięgam Wam, że prędzej dam się zabić, nuż pozwolę temu absurdalnemu prawu wejść w życie.... Jednak i moje życie nie jest bezcenne. Jednak myślę, że tym razem udało się zadziałać i pomysł z selekcją zdusi się w zarodku...
Narcyza i Lucjusz spojrzeli na siebie nie kryjąc ulgi i poczuli, że ogromny kamień im spada z serca.
Dumbledore spojrzał na nich poważnie.
- Sprowadza mnie w wasze progi niecco inny powód- odezwał się po chwili. - Człokowie Zakonu mnie naciskali bym przyszedł do was i poprosił o "uwolnienie"... to znaczy pozwolenie przeprowadzki Hermiony do kwatery głównej...
- Nie! NIE ZGADZAMY SIĘ!- krzyknęła Narcyza.
Po raz kolejny autentycznie denerwowała się, że ktoś zabierze im jej małą Gryfonkę.
Lucjusz cicho westchnął. Dla niego też sytuacja ta była ciężka, ale podchodził do niej zupełnie inaczej.
-Narcyzo... Wiem... Wiem, że może Ci będzie trudno...- odezwał się. - Ale Hermiona... Niech wybierze.
- TO jest jej dom! Tu będzie najbezpieczniejsza i...
- Narcyzo! Sądzisz, że można tak po prostu nią zarządzać? Teraz, kiedy przestalismy ją traktować jak niewolnicę oficjalnie nawet nie jest nasza...
Narcyza pobladła jeszcze bardziej i spojrzał a na męża wściekle.
- Jak to "nie jeszt nasza" ?!- wyszeptała z wyrzutem. - A kto opiekował sie nią, kiedy była zbyt słaba na cokolwiek? Kto się o nią martwi, czuwa przy niej podczas choroby, przypatruje się jej gdy śpi, troszczy się by nie robiła głupot, karze ją za wszystkie bzdury, które jednak uda jej się wykonać, dba i..
- Narcyzo! - przerwał jej, powoli zaczynał już być wzburzony - Dobrze wiesz, że tak naprawdę jest nam bliska, powinniśmy.... "Jeśli coś kochasz, puść to wolno... Jak wróci, znaczy że jest twoje. Jak nie, nigdy...."
- "(...)Twoje nie było"- dokończyła z lękiem Narcyza. - Masz ... Chyba masz rację, ale tak bardzo się o nią boję... Nie poradzi sobie! Jest jeszcze taka słaba i taka smutna... Przecież to jeszcze...
- Narcyzo! Przestań natychmiast! Hermiona to silna dziewczynka! Poza tym od zawsze do nich przyjeżdżała.... Przecież to jej przyjaciele! Nic jej nie będzie, a jeśli podejmie taką decyzję, to znaczy że przeprowadzka do kwatery Zakonu będzie dla niej najlepsza.
- Nie rozśmieszaj mnie! - prychnęła Narcyza. - Mogę się zgodzić z tym, że wypadałoby dać jej możliwość wyboru... Ale nie wmówisz mi, że ona sama wie, co jest dla niej najlepsze! I nie wymagaj tego od niej! Nie wymagaj, aby sama o siebie dbała i zachowywała się jak dorosła! Przecież ona ma dopiero piętnaście lat!
- Rozumiem więc, że godzicie się dać pannie Granger wybór- odezwał się Dumbledore. - Dobrze zatem... pozwolicie, że porozmawiam sobie z nią i...
- Jest ranna- wpadła mu w słowa Narcyza. - Ale przysięgam profesorze, że to nie my jesteśmy odpowiedzialni. ..
Nie dokończyła. Dumbledore spojrzał ciężko na obojga.
- Obrażacie mnie sugerując iż dopuszczacie do świadomości przypuszczenie, że mógłbym Was podejrzewać- oświadczył lodowatym tonem. - Jednak po pierwsze, musimy spytać ją, gdzie woli mieszkać, a po drugie... Po twojej, Lucjuszu, godnej podziwu walce, by osoby mugolskiego pochodzenia mogły dalej uczęszczać do Hogwartu.... Zważywszy, że obecność Hermiony niewątpliwie na to wpłynęła, lepiej byście na parę dni opuścili Malfoy Manor. Tak na wypadek, gdyby inni Śmierciożercy chcieli sprawdzić, jak sprawa naprawdę wygląda...
****
- Uwielbiam ich, profesorze- cały Zakon, naprawdę! - zaklinała się Hermiona- Wszyscy są tacy mili i wspaniali, ale.... Jeśli mogłabym. ... Tutaj chyba jest mój dom i... jeśli nikt nie ma nic przeciwko to wydaje mi się, że powinnam zostać tutaj...
Dumbledore pokiwał głową i zaśmiał się w duchu. Od kiedy dowiedział się o tragedii jaka spotkała Hermionę owszem, bardzo jej współczuł, ale równocześnie zdawał sobie sprawę, że wśród rodziny Malfoyow tak naprawdę nic jej nie grozi. Znał Lucjusza i Narcyzę aż za dobrze. Nigdy w życiu by jej nie skrzywdzili. Mogli się pogubić, mogli popełnić niejedną głupotę- ale pewne wartości są stałe, tym bardziej u ludzi takich jak Państwo Malfoy.
Narcyza z trudem powstrzymała łzy wzruszenia, ale zachowała sie w pelni arystokratcznie- tak, jak nakazywał dobry ton. Przeszła przez pokój, stanęła za Hermioną i położyła jej rękę na ramieniu.
- Ustalone zatem- oświadczyła władczo, przyciągając ją do siebie.
- Tak, tak, znakomicie- mruknął Dumbledore uśmiechając się pod nosem. - Zatem... Wszystko załatwione... Jeszcze tylko... Na kilka dni lepiej byście opuścili Malfoy Manor, tak dla przezorności. Panno Granger, jeśli pozwolisz, twój rodzinny dom będzie idealny. .. To tylko parę dni, a....z
- Och, oczywiście! - krzyknęła Hermiona. - Tylko że nie bardzo rozumiem....
- Wytłumaczymy ci. Później.- szepnęła nerwowo Narcyza, ściskając jej ramię tak mocno, że aż ją zabolało.
****
- Tutaj zrobiłam wam kawę i herbatę... Zaraz zetrę kurze i zobaczę, czy są jakieś zapasy jeszcze zrobione przez moich rodziców, ale przepraszam Państwa bardzo, obawiam się, że nic nadzwyczajnego nie będzie. ..
- Hermiono! - przerwała Narcyza spokojnie- Uspokój się, dziecko kochane...Przecież nie odwołałam twojego zakazu- to po pierwsze. A po drugiw.... Teraz to my jesteśmy Twoimi gośćmi i naprawdę niczego nam nie potrzeba. Nie musisz nam usługiwać we własnym domu. Rodzinnym.- to ostatnie dodała pewnym głosem, aby podkreślić że Malfoy Manor to też dom dla Hermiony. Bezapelacyjnie.
Siadaj tu z nami i postaraj się odpocząć. - dodał Lucjusz.
I znowu wszystko było dobrze.
*****
Hermiona siedziała w swoim ogrodzie i myślała.. Próbowała uświadomić sobie co się wlasnie rozgrywało.
Byla u siebie w domu, razem z Malfoyami. O dziwo, fakt iż Lucjusz i Narcyza zajmowali dawny pokój jej rodziców wydawał jej się taki naturalny. (Przypis mildredred: może nieczytelnie wyszło, ale chciałam tu wstawić symbol, jakoby Hermionka zaczela powoli traktować Lucka i Narcyzię jak przybranych rodziców).
- Nie śpisz- rozległ się nagle głos za nią.
Pospiesznie odwróciła się- Draco stał kilka ktoków dalej i trzymając założone ręce na piersi wpatrywał się w nią uważnie.
- Ty też.- oświadczyła w odpowieszi.
Draco westchnął.
- Jak się trzymasz? - odważył się zapytać.
Hermiona wzruszyła ramionami. - To mój rodzinny dom. Jestem trochę....Skołowana sytuacją- przyznała.
Draco westchnął.
- Pamiętasz co zrobiła moja mama zaraz po tym, jak zabiła Bellę? Wtedy jak nas uratowałaś? - szepnął niemal bezgłośnie.
Wielkie, brązowe oczy wlepiły się w niego uważnie.
- Nnnie bardzo- wyjąkała Hermiona . - Chyba... Pewnie się mną zaopiekowała, jak zawsze...
- To też- zgodził się Draco. - Ale przede wszystkim... Moja mama wykorzystała sytuację... Przecięła do krwi swoją skórę lewej ręki, tej od....
- Od serca- wyszeptała prawie bezgłośnie.
- Zgadza się.... Następnie złapała ciebie.... Ty byłaś cała we krwi.... W każdym razie mama dostała się do krwi swojej i złączyła ją z twoją.
Wiesz przecież, co to znaczy... Rodzice przyjęli cię do siebie i... Naprawdę tego nie pamiętasz? ! Byłaś wtedy przytomna... Nawet usiłowałaś się sprzeciwiać!
- Nie... Znaczy- jak przez mgłę- przyznała zszokowana.
Owszem, istniała faktyczna możliwość że to była prawda...Ale jej wydawało się to abstrakcją.
- A pamiętasz zdarzenie z włosami w kolorze blond? - dobiegł ją głos Draco.
Twarz Hermiony pojaśniała- to zdarzenie pamiętała znakomicie!
***
Narcyza uchwyciła w palce kosmyk jej włosów i przyłożyła doń różdżkę.
- Przestępstwem byłoby pozbawienie ciebie w zupełności twojego cudownego, kasztanowego koloru - zaczęła - Ale ponieważ wszyscy Malfoyoie mają blond włosy, coby tradycji stało się za dość...
W jednej chwili pasemko Hermiony stało się srebrzysto blond - w identycznym odcieniu jak włosy całej trójki Malfoyów.
- Po raz kolejny witaj w rodzinie, Hermiono. - szepnęła, chowając różdżkę do kieszeni.
* * *
Gryfonka uśmiechnęła się ślicznie na wspomnienie tamtego zdarzenia, a na jej policzki wstąpił uroczy rumieniec. To było takie miłe! Tak nieprawdopodobnie szczere, dobre i pełne uczucia!
CDN!!!!!
piątek, 20 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 24
HEJ!!!
Dawno nie było rozdziału, prawda? To jest! Króciutki, niesprawdzony- ale za to bardzo dramionkowy!!
Wiem, że nikt nie zwróci na to uwagi, ale bardzo Was proszę, byście zostawiły komentarz- chociaż 1 słowo.
Bo jak inaczej mam wiedzieć, że ktoś to czyta? A jak nikt nie czyta-to po co pisać bloga? Można równie dobrze do szuflady...
Takie to myśli krążą po mojej świeżo posesyjnej główce.
Ale póki co to tylko myśli.
Pozdrowienia!
ROZDZIAŁ 24
- A to wredna jędza! -
ekscytowała się Ginny, gdy po powrocie ze szlabanu Hermiona streściła
przyjaciołom jego przebieg. - To było tak bardzo, do cna podłe i...
- Nie było aż tak źle- stwierdziła Hermiona, lecz Harry pokręcił głową.
- Nie, Hermiono. TO jest złe. I NIE POWINNAŚ tego bagatelizować. Możesz
iść do Ingrid i...
- Daj spokój, Harry! To nie jest
przedszkole! Nie mogę... Przecież wszyscy wiedzą, że Narcyza...
- Nieważne! - przerwał gniewnie. - Co to w ogóle miało być? Skoro uczy-
musi się dostosować i...
- Nie mam zamiaru zmuszać kogokolwiek do odgrywania szopki- westchnęła
Hermiona. - Mogę jedynie wymusić, by nie okazywała tego jak mnie traktuje.
Natomiast jej podejścia nie zmienię, bo to walka z wiatrakami...
**********
- Granger! Czekaj! - zaczepił Hermionę Malfoy, gdy wracała z
numerologii. Przewróciła oczami poirytowana- znowu się zaczyna.
- Czego chcesz? - westchnęła teatralnie.
- Jjjja...- zająknął się, błądząc oczami gdzieś po podłodze. Widać
było, jak ciężko mu przychodzi ta rozmowa. A raczej jej zajawka. - Znaczy
dzięki. - wypalił w końcu.
To było zaskoczenie.
Nigdy, przenigdy nie powiedziałaby, że Dracon Malfoy kiedykolwiek podziękuje
JEJ, nawet szantażowany. A co dopiero tak z własnej woli!
- Coś takiego! TY dziękujesz MNIE?!- starała się jak najmniej dać po
sobie poznać swe zdziwienie i przybrała lekko ironiczny wyraz twarzy.
- Oj Granger, nie utrudniaj! - zaczynał się irytować. - Ano
serio-dziękuję. Naprawdę.
- Proszę bardzo.
Sytuacja zaczynała być
dziwna, tym bardziej, że Malfoy najwyraźniej nie zamierzał sobie pójść. Dziwne.
- Eeee...Trudny miałaś szlaban?
Zmarszczyła brwi. Ewidentnie- nie wiedział, co takiego tam robiła- nie
zadał więc tego pytania, aby się z niej ponabijać. Co on kombinował?
- Nie, musiałam tylko zbierać Astratium laudu. To było tak bardzo w
stylu twoim i twojej rodziny, że aż dziw, że pytasz! - warknęła ostrożnie.
- Eeee... - zmieszał się, za wszelką cenę unikając jej wzroku. - Jak
chcesz to pogadam z mamą i powiem jej, że wtedy rzeczywiście po trochu była
moja wina. Nie musiałabyś już przychodzić...
- Och, dziękuję! Niezmiernie szlachetne... - Hermiona nie mogła
powstrzymać sarkazmu- to dlatego, że wolała naprawdę zachować czujność. Z
drugiej strony spodziewała się, że wysublimowane ego Dracona każe mu
odwdzięczyć się jej jakoś za utrzymanie języka za zębami. Z takimi typami
jednak nigdy nic nie wiadomo. - Niestety, szlaban już dawno mi się skończył.
- Serio? Mama zakończyła ci szlaban po jednym razie? - Draco był pod
wrażeniem.
- Aż takie to dziwne? Pewnie uznała, że dość już jest szlamu w
Zakazanym Lesie po ostatnim deszczu! - nie mogła się powstrzymać. Och, jak
strasznie on działał jej na nerwy! Samym zachowaniem!
-Widzę, że humor ci się wyostrzył...
- Jakoś musiałam się dostosować.
- Niewątpliwie.
Przez chwilę stali w
milczeniu.
- Wesley tak bardzo mnie nienawidzi, że chciałby...że chciałby aż
zrzucić tę ....tę bombę atomową na mnie i moją rodzinę? - zapytał w końcu
cicho.
Dla Hermiony był to
szok. Owszem, pamiętała, jak kiedyś Ron coś takiego powiedział, ale skąd Malfoy
o tym wiedział?
- Słyszałem was w bibliotece- pospieszył z wyjaśnieniami, jakby
odgadując jej zmieszanie.
Hermiona skinęła głową. Poznała już stosunek Malfoyów do mugolskich
form zagłady, ale prawdę mówiąc nie sądziła, iż będą jeszcze do tego wracać.
- Draco... Przestań, to tylko żarty!- spróbowała pocieszyć. Czuła się
dziwnie z myślą, że prawdopodobnie tylko ona jedna ze wszystkich uczniów
Hogwartu może odbywać taką rozmowę z naczelnym księciem Slytherinu. - Nikt nie zrzuca bomb atomowych na twój dom,
spokojnie.
- Tak się nie żartuje! To... Są przecież jakieś granice... - wyszeptał.
- Hej, Draco?! Draco, uspokój się! No nie- co z tobą?! - spróbowała go pocieszyć i odruchowo położyła
mu rękę na ramieniu. Drgnął jak oparzony i spojrzał na nią wściekle. Zdawać by
się mogło, że po chwili słabości nie pozostał ani ślad.
- A co cię to obchodzi, szlamo?! - zapytał wyzywająco, ciskając w nią
dużo większą dawką jadu niż była na to przygotowana. - Co ty sobie wyobrażasz?!
Po rękach powinnaś mnie całować, że rozmawiam z TOBĄ w TAKI sposób, a...
Hermiona zadrżała. Tym
razem przegiął. Jego słowa wprawdzie nie były szczególnie bardziej obraźliwe
niż zwykle, ale cała ta sytuacja zrobiła swoje. Poczuła łzy pod powiekami.
- I ty się dziwisz, że inni cię nienawidzą?! - załkała. - Jeszcze nigdy
w całym swoim życiu nie spotkałam bardziej nieprzyjemnej, zarozumiałej,
chamskiej i egocentrycznej istoty! Nic takiego ci nie zrobiłam, a traktujesz
mnie gorzej niż śmiecia! Jak więc moi przyjaciele mają cię odbierać? I wiesz
co...- urwała po czym spojrzała na niego poważnie. - Ron mówiąc to nie
pomyślał. Za to jestem pewna, że ty z przyjemnością potraktowałbyś tak mnie.
Możesz mi zaprzeczać ile chcesz- i tak nie uwierzę. Pewne zachowania mówią same
za siebie...
Więcej nie dała rady
powiedzieć. Łzy pociekły jej już na dobre, gdy tylko zdała sobie sprawę, że
naprawdę tak myśli i co z tego wynikało- są na świecie osoby, które darzą ją
tak wielką nienawiścią. Odkryła, jak przed chwilą musiał się czuć Draco i to było okropne. Ale nie obligowało
go do TAKIEGO zachowania.
Odwróciła się na
pięcie i prawie puściła się biegiem w kierunku błoni.
A Draco poczuł się skonsternowany. Nie sądził, że sprawy z Granger tak się potoczą. Chociaż w sumie czego
ona się spodziewała?! Przecież to OCZYWISTE, że się nawzajem nienawidzą.
Z drugiej strony.... No właśnie. Z drugiej strony!
Widział pełne smutku i przykrości oczy Hermiony. Patrzyła na niego taka
zrezygnowana, a przy tym naprawdę zdenerwowana i poirytowana. To... To był
nietypowy wzrok. Inteligentny. Tajemniczy. Przenikliwy.
I po raz pierwszy pomyślał, że w sumie zareagował zbyt agresywnie. Wciąż
przeklinał siebie, że pozwolił na chwilę słabości, której świadkiem była
Granger. Ale chciała pomóc. Pocieszyć. Mimo że jej przyjaciele...
Jej słowa wciąż rozbrzmiewały mu w głowie. "Za to jestem pewna, że ty z przyjemnością potraktowałbyś tak mnie".
Śmieszne! Oczywiście, że nie! Mógł zachowywać się chamsko, mógł
nienawidzić. Ale sadystą nie był. Tymczasem... Tymczasem ona chyba naprawdę
sądziła, że byłby zdolny do takiego zachowania względem niej. Cholera!! Ma go
za aż tak podłego potwora?! Trzeba coś z tym zrobić. Nazwisko nazwiskiem- ale
Malfoyowie oprócz nieskazitelnie czystej krwi szczycili się chorobliwą wręcz
ambicją i dobrym imieniem. Poza
tym...Poza tym chyba trzeba coś z tym zrobić.
"Idź za nią!" - podpowiedział mu wewnętrzny głos.
"Co??!! JA!? Mam iść ZA NIĄ!?"
"Nie inaczej. Przecież tego chcesz!"
"Nie prawda!"
"Czyżby?"
"Owszem.Chcesz tego"
"Kłamiesz!"
"Nie, nie kłamię! Jedyne czego chcę, to byś się zamknął!"
"Draco! Mówisz do siebie..."
"Co...Ja...Nie! Przestań!"
"Nic nie robię! Idź za nią!"
"NIE!"
"Ale DLACZEGO nie?"
"Bo..."
"?"
"...."
"No widzisz!"
"Jak ty mnie wkurzasz!!!!!!"
"Widzisz- nie łatwo wytrzymać z samym sobą! Dlatego idź za
nią!"
"Już nie żyjesz..."
"Właśnie zagroziłeś samemu sobie samobójstwem."
"Cieszę się"
"Skoro tak sądzisz... Idź za nią!!!"
I Draco Malfoy
poszedł.
wtorek, 10 czerwca 2014
WARIACJA CZĘŚĆ 4
CZEŚĆ!!! Kochane jesteście, wiecie?Wprawdzie tym razem miałam wstawić coś innego, ale z
racji na sesję wrzucam dla Was dalszą część wariacji...Nie dokończoną i króciutką- ale zawsze (dlaczego-
patrz wyżej:P). Ponieważ po raz kolejny jest to miniaturka- dedykuję ją
Gibonowi- kochana- pewnie, że się nie obraziłam! Dziękuję Wam wszystkim za komentarze!
WARIACJA- CD
Musiało minąć jednak jeszcze wiele czasu, nim Hermiona całkiem doszła do siebie. Wciąż była przeraźliwie słaba i męczyła ją najmniejsza aktywność fizyczna, jak dojście do łazienki czy zjedzenie posiłku.Raz dość mocno oberwała od Narcyzy- naturalnie, w sensie ostrej reprymendy, nie zaś przemocy fizycznej- a było to, gdy niecały tydzień po zdarzeniu zebrała się by wstać z łóżka i na powrót zacząć zajmować się swoimi obowiązkami.
- Zabraniam ci! - warknęła pani Malfoy, zdejmując ją z krzesła, na które Gryfonka weszła by zetrzeć kurz z regałów. - Masz zakaz! Od tej pory, aż do odwołania, NIE MASZ PRAWA brać do ręki szmatki, ściereczki ani w ogóle niczego, co służy do sprzątania! A teraz wracaj do łóżka i odpoczywaj! Narcyza nie dała po sobie poznać, ale przeraziła się. Hermiona była tak wychudzona, że nawet ona- kobieta- nie odczuwała ciężaru, gdy przed chwilą trzymała ją na rękach. Nie dała jednak po sobie nic poznać, zaprowadziła Hermionę do pokoju i dopilnowała, by ta się położyła, a następnie pstryknięciem wezwała skrzata i poleciła mu dostarczyć Hermionie wybrane przez nią książki z biblioteki.
- Jako twoja pani rozkazuję ci nie ruszać się z tego łóżka, tylko czytać, spać, rozmawiać z Draconem, który niewątpliwie przyjdzie niedługo sprawdzić, co u ciebie słychać, lub jeść to, na co tylko masz ochotę, lub też odpoczywać... Czyli , najogólniej mówiąc, czuć się jak na wakacjach i nie zaprzątać sobie głowy niczym innym, niż dylemat, co chcesz zjeść na obiad. - oświadczyła władczo, po czym posłała Hermionie ostatnie srogie spojrzenie i lekko uśmiechnęła się, a następnie pewnym krokiem opuściła pomieszczenie, zostawiając dziewczynę w kompletnym szoku.
********
Nazajutrz upał na dworze trochę odpuścił chociaż w dalszym ciągu było gorąco. Hermiona cały poprzedni wieczór spędziła pogrążona w lekturze, miała już więc siłę utrzymać pozycję siedzącą. Podjęto więc decyzję, że po raz pierwszy od tygodnia opuści Malfoy Manor w celu wybrania się do ogrodu.Draco prowadził ją niemal tak, jak prowadzi się małe dziecko, by pokazać mu choinkę.Mimo że Hermiona uparła się, aby iść na własnych nogach, Ślizgon i tak prowadząc ją przejmował na siebie prawie cały ciężar jej ciała. Dojście do ogrodu zajęło im dobrych kilkadziesiąt minut, aż w końcu Draco posadził Hermionę pod wielkim parasolem, poprawił jej na głowie kapelusz, po czym sam zajął miejsce obok.
- W porządku?- zapytał, chwytając dziewczynę za rękę. Hermiona posłała mu uśmiech przepełniony szczęściem oraz zmęczeniem.
- Dziękuję ci, Draco- wyszeptała.Arystokrata zamrugał.
- To ja dziękuję- odezwał się w końcu, unosząc jej dłoń do ust i lekko całując, na co na bladej twarzy Hermiony wystąpił ledwo widoczny cień rumieńców. - Rozkoszą jest dla mego serca przebywać w twym towarzystwie, o mój Cudzie pod Niebiosami- szepnął, puszczając do niej oko, a Hermiona po raz kolejny poczuła się wyjątkowa.
- Me serce raduje się w twej obecności, a dusza wyrywa się ku tobie- odrzekła szeptem zawstydzona.Oboje zachichotali.
- Ciekawe, jak to będzie w szkole- zaczął nagle Draco, spoglądając na swą towarzyszkę. - Wiesz... Czy sobie poradzimy... JAK sobie poradzimy...
Hermiona aż otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.
- Ja.... Ja nie wiedziałam, że... - zaczęła oniemiała, a Dracon spojrzał na nią znacząco i westchnął.
- Ciągle się nie przekonałaś, hmm? - zapytał zrezygnowany.
Hermiona po raz tysięczny poczuła się zawstydzona. To prawda, cały czas wątpliwe było, czy Malfoyowie pozwolą jej - służącej i do tego .... no, niech będzie- mugolskiego pochodzenia- wrócić do Szkoły Magii.Może wydawać się to dziwne- po tylu przesłankach, które otrzymała, jakoby Lucjusz z Narcyzą traktowali ją niemal jak równą sobie- a przynajmniej na tyle porządnie, by zezwolić jej na kontynuowanie nauki. Pewność siebie i poczucie własnej wartości to jednak rzecz przedziwna, którą da się uśmiercić w przeciągu kilku sekund, natomiast aby na nowo powołać do życia potrzeba miesięcy, a czasem lat.
- Tak jakoś... - mruknęła na swoje usprawiedliwienie.
Draco pokiwał z politowaniem głową.
- Słuchaj- zaczął poważnie. - W szkole jak zwykle będziesz najlepsza na roku... A jeśliby ktokolwiek ze Ślizgonów powiedział chociaż słowo na twój temat o wymowie zgoła innej niż "Hej, jesteś fantastyczna" to przysięgam ci, że będzie to jednocześnie ostatnie słowo, jakie padnie z jego ust!
Hermiona zachichotała. Och, to było takie urocze ze strony Dracona!
W podobnym dobrym nastroju zastała ich pani Malfoy.
- Jak się czujesz? - zapytała czule Narcyza, podchodząc do nich nagle i patrząc na Hermionę z mieszaniną zmartwienia, troski i spokoju. Hermiona omiotła Malfoyów wdzięcznym spojrzeniem.
- Dobrze, pani. Coraz lepiej- odpowiedziała szczerze.
Narcyza skinęła głową, po czym spojrzała na Draco. W jej oczach natychmiast zagościła miłość i czułości.
-Przyda Wam się świeże powietrze- oświadczyła w końcu, specjalnie używając liczby mnogiej- od czasu ataku na Hermionę Draco bowiem spędzał przy niej prawie każdą chwilę, całymi dniami doglądając jej lub siedząc przy jej łóżku. Posłała im jeszcze jedno uprzejme spojrzenie, po czym ruszyła na spacer po rozległych ogrodach, ani razu nie patrząc na skrzata domowego, który biegł za nią posłusznie z wielkim, eleganckim parasolem, osłaniającym od słońca.
********
Lucjusz wyraźnie wzburzony zmaterializował się w kominku w salonie, po czym pospiesznym pstryknięciem przywołał skrzata, karząc przygotować sobie drinka z Ognistej Whisky- lekkiego, bo lekkiego- wszak nie minęła nawet osiemnasta- jednak zawsze była to swego rodzaju nowość dla Narcyzy, która właśnie wkroczyła do pokoju.
- Kochany? Co się stało?- zagadnęła niepewnie. - Byłeś na zebraniu Rady Hogwartu?
- Byłem. Jak miałbym nie być?! - warknął, wpatrując się uważnie w Narcyzę i dokładając wszelkich starać, aby nie wybuchnąć atakiem złości- w końcu to nie małżonka tak go rozjuszyła. - I wiesz co.... co te...(użył słowa, które WYBITNIE nie przystoi arystokracie) wymyśliły?! W Radzie jest pełno Śmierciożerców... W pewnym momencie padł pomysł, by w związku z nadmiarem hogwartczyków i "różnicami poziomowymi" zredukować liczbę uczniów i ograniczyć ją tylko do tych czystokrwistych! Albo przynajmniej półkrwi! Wyobrażasz to sobie?!
Cóż- powiem tyle, że słówko użyte przed chwilą przez Lucjusza było niczym liryczny kwiat językowy w porównaniu z wyrażeniem, jakiego użyła teraz Narcyza. Następnie jakby się opamiętała i zaczęła protestować w inny sposób.
- Ale... Ale przecież Dumbledore nie pozwoli... On nie dopuści do tego!- oponowała, jakby próbując jednocześnie przekonać samą siebie, że te kontrargumenty mają sens. Tak na marginesie- trzeba przyznać, że miały.
- Och, Albus Dumbledore się wściekł- zapewnił Lucjusz. - Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem go w takim stanie. Mimo że zachował spokój i opanowanie. Najpierw wygłosił wykład na temat krótkiej historii szkoły i celu, jaki jej przyświeca, potem o tolerancji oraz by "przemyśleć ponownie ten pomysł". Prawdę mówiąc, nie mógł od razu go odrzucić, ma obowiązek liczyć się z Radą... A większość pomysł popiera... Wszak zdecydowana część Rady, to zadufani w sobie arystokraci, tacy jak my- to ostatnie powiedział lekko ironicznie, ale oboje z żoną wiedzieli, że to nie czas na żarty.
Przez chwilę patrzyli na siebie bezradnie, a potem Narcyza usiadła na fotelu i ukryła twarz w dłoniach.
- Och, Nie...- szeptała zrezygnowana. - Co teraz będzie... Jak my to jej powiemy... Czym sobie na to zasłużyła... Hermiona, nasza mała Hermiona...
- Nic jej nie powiemy, bo nie będziemy musieli- przerwał wściekle Lucjusz- jego ton wyrażał szaleńczą determinację. - Mimo wszystko Dumbledore jest dyrektorem, a on szlamy uwielbia i jest szalonym zwolennikiem współpracy. A gdyby nie- wziął głęboki oddech. - A gdyby nie, to znajdę jej taką szkołę, która ją przyjmie z otwartymi ramionami! Chociażby miało to być w Australii! ONA ma niesamowity potencjał! NIE MOŻE się zmarnować! A poza tym... Na Merlina, poza tym przecież KOCHA chodzić do szkoły! A poza tym my, jako jej opiekunowie mamy OBOWIĄZEK dbać o jej edukację! A poza tym... - nabrał głęboko powietrza. - A poza tym postanowione! - podsumował.
********
Po upływie kolejnego tygodnia państwo Malfoyowie pozwolili w końcu Hermionie wybrać się z Malfoy Manor na Pokątną. Dziewczyna już całkiem nieźle radziła sobie z czynnościami codziennymi, na dodatek jej kondycja wyraźnie poprawiła się- pewnego poniedziałkowego poranka więc Lucjusz i Narcyza oświadczyli zachwyconej Hermionie, że wyrażają zgodę, aby po południu wybrała się z nimi na zakupy.Powiedzmy sobie szczerze- nawet samą Gryfonkę zaskoczyły siły, które nagle czerpała nie wiadomo skąd podczas wycieczki. Od godziny bowiem załatwiali sprawy przeróżne, a ona- wprawdzie prowadzona pod rękę przez Dracona- wciąż czuła się dość na siłach. W pewnym momencie aż serce stanęło jej z emocji- w oddali zamajaczyła jej ruda czupryna, a zaraz za nią kruczoczarna.Harryi Ron! Och, to aż niewiarygodne! Z wrażenia przystanęła, co spowodowało, że państwo Malfoyowie szybko zorientowali się, o co też jej chodzi. Lucjusz i Narcyza wymienili porozumiewawcze spojrzenia.Harry Potter i Ronald Weasley byli przyjaciółmi Gryfonki- z nimi nic nie powinno zagrażać ich Hermionie. Wobec tego chyba mogą zezwolić na...
- Idź do nich! - zachęciła Narcyza, nachylając się do podopiecznej. - Spokojnie porozmawiajcie.... Spotkamy się w domu.
Hermiona posłałam swojej pani wdzięczne spojrzenie, ukłoniła się lekko i niepewnie ruszyła w kierunku chłopaków.
********
- Hermiona! Co... Co ty tu robisz!?- wyjąkał zaskoczony Harry, gdy jego wzrok zidentyfikował zmierzającą ku nim dziewczynę.
- Hermiona!!! - krzyknął na to Ron, a na jego twarzy malowało się zdziwienie.
Gryfonka uśmiechnęła się do nich ciepło- och, jak dobrze było ich widzieć! Miała tyle do opowiadania!
- Tak wspaniale was spotkać! - wykrzyknęła niemal wzruszona. - Muszę wam powiedzieć tyle rzeczy, że nie wiem od czego zacząć....- urwała.Wiedziała, że przyjaciele przypatrują się jej bliznom i śladom tortur.
- Ci Malfoyowie muszą dawać ci niezły wycisk- mruknął w końcu Ron, patrząc na nią dziwnie.
Dla Hermiony był to szok. Jak...? Skąd...? Skąd wiedzieli? Jak to się stało?
- To..- zaczęła jąkać. - To....wiecie? - wydukała w końcu- w tej chwili stać ją było tylko na tyle.
- Pewnie że wiemy! - zapewnił Ron, marszcząc brwi.
- Cały Zakon wie, Hermiono- dodał szeptem Harry.
- Ale... - jąkała dziewczyna, dalej w kompletnym szoku. Ta wiadomość zbiła ją zupełnie z nóg. - Ale dlaczego....
- Wszyscy bardzo cię żałują- zapewnił z pośpiechem Ron. - Naprawdę. Podłe, arystokratyczne.....(kolejne nieprzyzwoite słowo, którego nie wypada cytować).
- Och, to nie tak! - pospieszyła z wyjaśnieniami Hermiona. - Te wszystkie blizny zrobił ktoś inny, a Malfoyowie... Oni są inni niż myśleliśmy! Naprawdę! Bo...
- Nie gadaj, Hermiono- wtrącił Harry. - Przed nami nie musisz udawać.
- Kiedy ja nie udaję!
Harry i Ron spojrzeli na siebie wymownie.
- Dobra, słuchaj...- zaczął Ron. - Postaram się pogadać z Zakonem, aby spróbowali cię odbić i...
- Nie! - zaprotestowała Hermiona. - Posłuchajcie mnie! Oni traktują mnie dobrze! Bardzo dobrze i...
- Och, właśnie widzimy- mruknął Ro, patrząc z przekąsem na wypalone litery SZLAMA niknące pod materiałem jej sukienki.
- Kiedy to naprawdę nie ich wina! - tłumaczyła Hermiona. - Słuchajcie, usiądźmy gdzieś na kawie, wszystko wam opowiem! Naprawdę, jak...
- Nie mamy kasy na kawę- warknął Ron. - A ty masz?
- Tak... Możemy wybrać się do jakiegoś przytulnego miejsca i... Hej, co tak patrzycie? - urwała, widząc wymowny wzrok przyjaciół.
- Więc to o to chodzi, tak??- zapytał poważnie Ron.Przez chwilę dziewczyna nie wiedziała, co rudzielec ma na myśli, potem myślała, że żartuje.
- Zwariowałeś?! - uśmiechnęła się, starając się załagodzić sytuację. - To nic takiego, przecież...
- Łaskawie pani postawi nam kawę hmm?
- Co?! - Hermiona czuła, jak powoli zaczyna tracić równowagę. - Wyluzuj, to tylko kawa i...
- Chyba wiem, o co w tym wszystkim chodzi? - zaczął Harry.
Hermiona posłała mu wdzięczne spojrzenie- wspaniale, że przynajmniej on zachował zdrowy rozsądek. Och, jakże się jednak myliła!
- O co wam... - zaczęła niepewnie.
- Oni są źli! - powiedział w końcu Ron. - Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Dałaś się przekupić wisiorkiem? - jego wzrok padł na serduszko, które Hermiona nosiła na szyi. - Pewno wsadzili tam jakieś czarnomagiczne śmieci, które powoli wyżerają twój umysł!
- Ron, ja... - dziewczyna była tak skonfundowana, że nawet nie wiedziała, co powiedzieć. Ronald jednak konsekwentnie parł dalej.- Stałaś się taka jak oni! Zobacz, co ty masz na sobie! Jesteś zabaweczką Malfoyów- poczekaj tylko, aż się im znudzisz! Przecież jesteś szlamą, a oni to Śmierciożercy- gardzą tobą!
- Ron! Słuchaj!…- Hermiona zapomniała nawet o tym, że powinna się oburzyć i po raz kolejny podjęła próby wytłumaczenia. Ron jednak najwyraźniej nie zamierzał dać jej dokończyć.
- Zobaczysz, jeszcze przybiegniesz z podkulonym ogonem kiedy pewnego dnia się im znudzisz i zaczną miotać w ciebie cruciatusy! – ekscytował się. - A ty sobie z tego nic nie robisz! W ogóle nie myślisz o innych! Jak MY sobie poradzimy, kiedy ciebie zabraknie tylko dlatego, że byłaś na tyle naiwna by uwierzyć, że sługusy Voldemorta przeszli przemianę serca i pochylili się nad losem ciemiężonych…Spójrz na siebie! Za tą sukienkę dałoby się wyżyć przez miesiąc! Co, zrobiłaś już swoje zadania domowe, ale ani nie pomyślisz, że MY moglibyśmy mieć problemy? Nawet się nas o to nie spytałaś!
Tak, to prawda. Hermiona miała na sobie sukienkę „z metką” jednego z najdroższych sklepów na Pokątnej.Większość jej ubrań została zniszczona- Śmierciożercy zabijając jej rodziców dokładnie się o to postarali.Narcyza więc jakby w odpowiedzi postarała się o prędkie nadrobienie tej straty. A każdy, kto chociaż trochę zna Narcyzę Malfoy- chociażby ze słyszenia- wie, że arystokratka nawet nie dopuszcza do myśli faktu, że celem zakupienia nowych ubrań mogłaby zagościć w lokalu zgoła innym niż luksusowe butiki najwyższej jakości.Tak więc tym prostym sposobem w szafie Hermiony prawie wszystko pochodziło teraz z najwyższej półki.Doceniała to. Te wszystkie rzeczy były cudowne- każda normalna dziewczyna marzyła o takich strojach. Ale Hermiona w życiu nie przypuszczała, że fakt posiadania drogich ubrań może w jakikolwiek wpłynąć na jej relacje z przyjaciółmi… Przecież to był prezent! Poza tym.... Och, nie!! Żadne „poza tym”- toż na to nie było w ogóle ŻADNEJ odpowiedzi!
- Co?! - w dziewczynę nagle wstąpiły jakby nowe siły. - Co za bzdury! Harry- powiedz coś?! Naprawdę liczyła na to, że Potter zachowa rozsądek. On jednak również wpatrywał się w nią złym wzrokiem.
- Och, to jakaś paranoja!- wykrzyknęła w rozpaczy. - NIC nie rozumiecie! I WIEDZIELIŚCIE że jestem u Malfoyów! Mogliście do mnie napisać! Cokolwiek! A...
- Skąd mogliśmy wiedzieć, że ci mordercy nie oskalpują nam sowy? Może dla CIEBIE to teraz nic takiego, ale zakup nowego ptaka dla niektórych jest dużym wydatkiem. A nie mogliśmy pozwolić, by zakon został...
- CO??! - ryknęła Hermiona.
To było.... To było tak bardzo GŁUPIE, że nie sposób było tego skomentować.
- Dobrze słyszysz! - warknął Ron. - Nie jesteś centrum świata! My też mieliśmy problemy! A ty się zmieniłaś do tego stopnia, że...
- Nie mam ochoty dłużej tego słuchać- przerwała nagle Hermiona. - nie będę pozwalać, byście obrażali mnie i ludzi, którzy mnie uratowali!
- Tak, tak to się teraz nazywa, co? - zaczął drwiąco Harry, ale Hermiona rzeczywiście dłużej nie słuchała. Posłała obu ostatnie kpiące spojrzenie, obróciła się na pięcie i odmaszerowała z godnością. Dopiero w bezpiecznej odległości zalała się łzami.
WARIACJA- CD
Musiało minąć jednak jeszcze wiele czasu, nim Hermiona całkiem doszła do siebie. Wciąż była przeraźliwie słaba i męczyła ją najmniejsza aktywność fizyczna, jak dojście do łazienki czy zjedzenie posiłku.Raz dość mocno oberwała od Narcyzy- naturalnie, w sensie ostrej reprymendy, nie zaś przemocy fizycznej- a było to, gdy niecały tydzień po zdarzeniu zebrała się by wstać z łóżka i na powrót zacząć zajmować się swoimi obowiązkami.
- Zabraniam ci! - warknęła pani Malfoy, zdejmując ją z krzesła, na które Gryfonka weszła by zetrzeć kurz z regałów. - Masz zakaz! Od tej pory, aż do odwołania, NIE MASZ PRAWA brać do ręki szmatki, ściereczki ani w ogóle niczego, co służy do sprzątania! A teraz wracaj do łóżka i odpoczywaj! Narcyza nie dała po sobie poznać, ale przeraziła się. Hermiona była tak wychudzona, że nawet ona- kobieta- nie odczuwała ciężaru, gdy przed chwilą trzymała ją na rękach. Nie dała jednak po sobie nic poznać, zaprowadziła Hermionę do pokoju i dopilnowała, by ta się położyła, a następnie pstryknięciem wezwała skrzata i poleciła mu dostarczyć Hermionie wybrane przez nią książki z biblioteki.
- Jako twoja pani rozkazuję ci nie ruszać się z tego łóżka, tylko czytać, spać, rozmawiać z Draconem, który niewątpliwie przyjdzie niedługo sprawdzić, co u ciebie słychać, lub jeść to, na co tylko masz ochotę, lub też odpoczywać... Czyli , najogólniej mówiąc, czuć się jak na wakacjach i nie zaprzątać sobie głowy niczym innym, niż dylemat, co chcesz zjeść na obiad. - oświadczyła władczo, po czym posłała Hermionie ostatnie srogie spojrzenie i lekko uśmiechnęła się, a następnie pewnym krokiem opuściła pomieszczenie, zostawiając dziewczynę w kompletnym szoku.
********
Nazajutrz upał na dworze trochę odpuścił chociaż w dalszym ciągu było gorąco. Hermiona cały poprzedni wieczór spędziła pogrążona w lekturze, miała już więc siłę utrzymać pozycję siedzącą. Podjęto więc decyzję, że po raz pierwszy od tygodnia opuści Malfoy Manor w celu wybrania się do ogrodu.Draco prowadził ją niemal tak, jak prowadzi się małe dziecko, by pokazać mu choinkę.Mimo że Hermiona uparła się, aby iść na własnych nogach, Ślizgon i tak prowadząc ją przejmował na siebie prawie cały ciężar jej ciała. Dojście do ogrodu zajęło im dobrych kilkadziesiąt minut, aż w końcu Draco posadził Hermionę pod wielkim parasolem, poprawił jej na głowie kapelusz, po czym sam zajął miejsce obok.
- W porządku?- zapytał, chwytając dziewczynę za rękę. Hermiona posłała mu uśmiech przepełniony szczęściem oraz zmęczeniem.
- Dziękuję ci, Draco- wyszeptała.Arystokrata zamrugał.
- To ja dziękuję- odezwał się w końcu, unosząc jej dłoń do ust i lekko całując, na co na bladej twarzy Hermiony wystąpił ledwo widoczny cień rumieńców. - Rozkoszą jest dla mego serca przebywać w twym towarzystwie, o mój Cudzie pod Niebiosami- szepnął, puszczając do niej oko, a Hermiona po raz kolejny poczuła się wyjątkowa.
- Me serce raduje się w twej obecności, a dusza wyrywa się ku tobie- odrzekła szeptem zawstydzona.Oboje zachichotali.
- Ciekawe, jak to będzie w szkole- zaczął nagle Draco, spoglądając na swą towarzyszkę. - Wiesz... Czy sobie poradzimy... JAK sobie poradzimy...
Hermiona aż otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.
- Ja.... Ja nie wiedziałam, że... - zaczęła oniemiała, a Dracon spojrzał na nią znacząco i westchnął.
- Ciągle się nie przekonałaś, hmm? - zapytał zrezygnowany.
Hermiona po raz tysięczny poczuła się zawstydzona. To prawda, cały czas wątpliwe było, czy Malfoyowie pozwolą jej - służącej i do tego .... no, niech będzie- mugolskiego pochodzenia- wrócić do Szkoły Magii.Może wydawać się to dziwne- po tylu przesłankach, które otrzymała, jakoby Lucjusz z Narcyzą traktowali ją niemal jak równą sobie- a przynajmniej na tyle porządnie, by zezwolić jej na kontynuowanie nauki. Pewność siebie i poczucie własnej wartości to jednak rzecz przedziwna, którą da się uśmiercić w przeciągu kilku sekund, natomiast aby na nowo powołać do życia potrzeba miesięcy, a czasem lat.
- Tak jakoś... - mruknęła na swoje usprawiedliwienie.
Draco pokiwał z politowaniem głową.
- Słuchaj- zaczął poważnie. - W szkole jak zwykle będziesz najlepsza na roku... A jeśliby ktokolwiek ze Ślizgonów powiedział chociaż słowo na twój temat o wymowie zgoła innej niż "Hej, jesteś fantastyczna" to przysięgam ci, że będzie to jednocześnie ostatnie słowo, jakie padnie z jego ust!
Hermiona zachichotała. Och, to było takie urocze ze strony Dracona!
W podobnym dobrym nastroju zastała ich pani Malfoy.
- Jak się czujesz? - zapytała czule Narcyza, podchodząc do nich nagle i patrząc na Hermionę z mieszaniną zmartwienia, troski i spokoju. Hermiona omiotła Malfoyów wdzięcznym spojrzeniem.
- Dobrze, pani. Coraz lepiej- odpowiedziała szczerze.
Narcyza skinęła głową, po czym spojrzała na Draco. W jej oczach natychmiast zagościła miłość i czułości.
-Przyda Wam się świeże powietrze- oświadczyła w końcu, specjalnie używając liczby mnogiej- od czasu ataku na Hermionę Draco bowiem spędzał przy niej prawie każdą chwilę, całymi dniami doglądając jej lub siedząc przy jej łóżku. Posłała im jeszcze jedno uprzejme spojrzenie, po czym ruszyła na spacer po rozległych ogrodach, ani razu nie patrząc na skrzata domowego, który biegł za nią posłusznie z wielkim, eleganckim parasolem, osłaniającym od słońca.
********
Lucjusz wyraźnie wzburzony zmaterializował się w kominku w salonie, po czym pospiesznym pstryknięciem przywołał skrzata, karząc przygotować sobie drinka z Ognistej Whisky- lekkiego, bo lekkiego- wszak nie minęła nawet osiemnasta- jednak zawsze była to swego rodzaju nowość dla Narcyzy, która właśnie wkroczyła do pokoju.
- Kochany? Co się stało?- zagadnęła niepewnie. - Byłeś na zebraniu Rady Hogwartu?
- Byłem. Jak miałbym nie być?! - warknął, wpatrując się uważnie w Narcyzę i dokładając wszelkich starać, aby nie wybuchnąć atakiem złości- w końcu to nie małżonka tak go rozjuszyła. - I wiesz co.... co te...(użył słowa, które WYBITNIE nie przystoi arystokracie) wymyśliły?! W Radzie jest pełno Śmierciożerców... W pewnym momencie padł pomysł, by w związku z nadmiarem hogwartczyków i "różnicami poziomowymi" zredukować liczbę uczniów i ograniczyć ją tylko do tych czystokrwistych! Albo przynajmniej półkrwi! Wyobrażasz to sobie?!
Cóż- powiem tyle, że słówko użyte przed chwilą przez Lucjusza było niczym liryczny kwiat językowy w porównaniu z wyrażeniem, jakiego użyła teraz Narcyza. Następnie jakby się opamiętała i zaczęła protestować w inny sposób.
- Ale... Ale przecież Dumbledore nie pozwoli... On nie dopuści do tego!- oponowała, jakby próbując jednocześnie przekonać samą siebie, że te kontrargumenty mają sens. Tak na marginesie- trzeba przyznać, że miały.
- Och, Albus Dumbledore się wściekł- zapewnił Lucjusz. - Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem go w takim stanie. Mimo że zachował spokój i opanowanie. Najpierw wygłosił wykład na temat krótkiej historii szkoły i celu, jaki jej przyświeca, potem o tolerancji oraz by "przemyśleć ponownie ten pomysł". Prawdę mówiąc, nie mógł od razu go odrzucić, ma obowiązek liczyć się z Radą... A większość pomysł popiera... Wszak zdecydowana część Rady, to zadufani w sobie arystokraci, tacy jak my- to ostatnie powiedział lekko ironicznie, ale oboje z żoną wiedzieli, że to nie czas na żarty.
Przez chwilę patrzyli na siebie bezradnie, a potem Narcyza usiadła na fotelu i ukryła twarz w dłoniach.
- Och, Nie...- szeptała zrezygnowana. - Co teraz będzie... Jak my to jej powiemy... Czym sobie na to zasłużyła... Hermiona, nasza mała Hermiona...
- Nic jej nie powiemy, bo nie będziemy musieli- przerwał wściekle Lucjusz- jego ton wyrażał szaleńczą determinację. - Mimo wszystko Dumbledore jest dyrektorem, a on szlamy uwielbia i jest szalonym zwolennikiem współpracy. A gdyby nie- wziął głęboki oddech. - A gdyby nie, to znajdę jej taką szkołę, która ją przyjmie z otwartymi ramionami! Chociażby miało to być w Australii! ONA ma niesamowity potencjał! NIE MOŻE się zmarnować! A poza tym... Na Merlina, poza tym przecież KOCHA chodzić do szkoły! A poza tym my, jako jej opiekunowie mamy OBOWIĄZEK dbać o jej edukację! A poza tym... - nabrał głęboko powietrza. - A poza tym postanowione! - podsumował.
********
Po upływie kolejnego tygodnia państwo Malfoyowie pozwolili w końcu Hermionie wybrać się z Malfoy Manor na Pokątną. Dziewczyna już całkiem nieźle radziła sobie z czynnościami codziennymi, na dodatek jej kondycja wyraźnie poprawiła się- pewnego poniedziałkowego poranka więc Lucjusz i Narcyza oświadczyli zachwyconej Hermionie, że wyrażają zgodę, aby po południu wybrała się z nimi na zakupy.Powiedzmy sobie szczerze- nawet samą Gryfonkę zaskoczyły siły, które nagle czerpała nie wiadomo skąd podczas wycieczki. Od godziny bowiem załatwiali sprawy przeróżne, a ona- wprawdzie prowadzona pod rękę przez Dracona- wciąż czuła się dość na siłach. W pewnym momencie aż serce stanęło jej z emocji- w oddali zamajaczyła jej ruda czupryna, a zaraz za nią kruczoczarna.Harryi Ron! Och, to aż niewiarygodne! Z wrażenia przystanęła, co spowodowało, że państwo Malfoyowie szybko zorientowali się, o co też jej chodzi. Lucjusz i Narcyza wymienili porozumiewawcze spojrzenia.Harry Potter i Ronald Weasley byli przyjaciółmi Gryfonki- z nimi nic nie powinno zagrażać ich Hermionie. Wobec tego chyba mogą zezwolić na...
- Idź do nich! - zachęciła Narcyza, nachylając się do podopiecznej. - Spokojnie porozmawiajcie.... Spotkamy się w domu.
Hermiona posłałam swojej pani wdzięczne spojrzenie, ukłoniła się lekko i niepewnie ruszyła w kierunku chłopaków.
********
- Hermiona! Co... Co ty tu robisz!?- wyjąkał zaskoczony Harry, gdy jego wzrok zidentyfikował zmierzającą ku nim dziewczynę.
- Hermiona!!! - krzyknął na to Ron, a na jego twarzy malowało się zdziwienie.
Gryfonka uśmiechnęła się do nich ciepło- och, jak dobrze było ich widzieć! Miała tyle do opowiadania!
- Tak wspaniale was spotkać! - wykrzyknęła niemal wzruszona. - Muszę wam powiedzieć tyle rzeczy, że nie wiem od czego zacząć....- urwała.Wiedziała, że przyjaciele przypatrują się jej bliznom i śladom tortur.
- Ci Malfoyowie muszą dawać ci niezły wycisk- mruknął w końcu Ron, patrząc na nią dziwnie.
Dla Hermiony był to szok. Jak...? Skąd...? Skąd wiedzieli? Jak to się stało?
- To..- zaczęła jąkać. - To....wiecie? - wydukała w końcu- w tej chwili stać ją było tylko na tyle.
- Pewnie że wiemy! - zapewnił Ron, marszcząc brwi.
- Cały Zakon wie, Hermiono- dodał szeptem Harry.
- Ale... - jąkała dziewczyna, dalej w kompletnym szoku. Ta wiadomość zbiła ją zupełnie z nóg. - Ale dlaczego....
- Wszyscy bardzo cię żałują- zapewnił z pośpiechem Ron. - Naprawdę. Podłe, arystokratyczne.....(kolejne nieprzyzwoite słowo, którego nie wypada cytować).
- Och, to nie tak! - pospieszyła z wyjaśnieniami Hermiona. - Te wszystkie blizny zrobił ktoś inny, a Malfoyowie... Oni są inni niż myśleliśmy! Naprawdę! Bo...
- Nie gadaj, Hermiono- wtrącił Harry. - Przed nami nie musisz udawać.
- Kiedy ja nie udaję!
Harry i Ron spojrzeli na siebie wymownie.
- Dobra, słuchaj...- zaczął Ron. - Postaram się pogadać z Zakonem, aby spróbowali cię odbić i...
- Nie! - zaprotestowała Hermiona. - Posłuchajcie mnie! Oni traktują mnie dobrze! Bardzo dobrze i...
- Och, właśnie widzimy- mruknął Ro, patrząc z przekąsem na wypalone litery SZLAMA niknące pod materiałem jej sukienki.
- Kiedy to naprawdę nie ich wina! - tłumaczyła Hermiona. - Słuchajcie, usiądźmy gdzieś na kawie, wszystko wam opowiem! Naprawdę, jak...
- Nie mamy kasy na kawę- warknął Ron. - A ty masz?
- Tak... Możemy wybrać się do jakiegoś przytulnego miejsca i... Hej, co tak patrzycie? - urwała, widząc wymowny wzrok przyjaciół.
- Więc to o to chodzi, tak??- zapytał poważnie Ron.Przez chwilę dziewczyna nie wiedziała, co rudzielec ma na myśli, potem myślała, że żartuje.
- Zwariowałeś?! - uśmiechnęła się, starając się załagodzić sytuację. - To nic takiego, przecież...
- Łaskawie pani postawi nam kawę hmm?
- Co?! - Hermiona czuła, jak powoli zaczyna tracić równowagę. - Wyluzuj, to tylko kawa i...
- Chyba wiem, o co w tym wszystkim chodzi? - zaczął Harry.
Hermiona posłała mu wdzięczne spojrzenie- wspaniale, że przynajmniej on zachował zdrowy rozsądek. Och, jakże się jednak myliła!
- O co wam... - zaczęła niepewnie.
- Oni są źli! - powiedział w końcu Ron. - Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Dałaś się przekupić wisiorkiem? - jego wzrok padł na serduszko, które Hermiona nosiła na szyi. - Pewno wsadzili tam jakieś czarnomagiczne śmieci, które powoli wyżerają twój umysł!
- Ron, ja... - dziewczyna była tak skonfundowana, że nawet nie wiedziała, co powiedzieć. Ronald jednak konsekwentnie parł dalej.- Stałaś się taka jak oni! Zobacz, co ty masz na sobie! Jesteś zabaweczką Malfoyów- poczekaj tylko, aż się im znudzisz! Przecież jesteś szlamą, a oni to Śmierciożercy- gardzą tobą!
- Ron! Słuchaj!…- Hermiona zapomniała nawet o tym, że powinna się oburzyć i po raz kolejny podjęła próby wytłumaczenia. Ron jednak najwyraźniej nie zamierzał dać jej dokończyć.
- Zobaczysz, jeszcze przybiegniesz z podkulonym ogonem kiedy pewnego dnia się im znudzisz i zaczną miotać w ciebie cruciatusy! – ekscytował się. - A ty sobie z tego nic nie robisz! W ogóle nie myślisz o innych! Jak MY sobie poradzimy, kiedy ciebie zabraknie tylko dlatego, że byłaś na tyle naiwna by uwierzyć, że sługusy Voldemorta przeszli przemianę serca i pochylili się nad losem ciemiężonych…Spójrz na siebie! Za tą sukienkę dałoby się wyżyć przez miesiąc! Co, zrobiłaś już swoje zadania domowe, ale ani nie pomyślisz, że MY moglibyśmy mieć problemy? Nawet się nas o to nie spytałaś!
Tak, to prawda. Hermiona miała na sobie sukienkę „z metką” jednego z najdroższych sklepów na Pokątnej.Większość jej ubrań została zniszczona- Śmierciożercy zabijając jej rodziców dokładnie się o to postarali.Narcyza więc jakby w odpowiedzi postarała się o prędkie nadrobienie tej straty. A każdy, kto chociaż trochę zna Narcyzę Malfoy- chociażby ze słyszenia- wie, że arystokratka nawet nie dopuszcza do myśli faktu, że celem zakupienia nowych ubrań mogłaby zagościć w lokalu zgoła innym niż luksusowe butiki najwyższej jakości.Tak więc tym prostym sposobem w szafie Hermiony prawie wszystko pochodziło teraz z najwyższej półki.Doceniała to. Te wszystkie rzeczy były cudowne- każda normalna dziewczyna marzyła o takich strojach. Ale Hermiona w życiu nie przypuszczała, że fakt posiadania drogich ubrań może w jakikolwiek wpłynąć na jej relacje z przyjaciółmi… Przecież to był prezent! Poza tym.... Och, nie!! Żadne „poza tym”- toż na to nie było w ogóle ŻADNEJ odpowiedzi!
- Co?! - w dziewczynę nagle wstąpiły jakby nowe siły. - Co za bzdury! Harry- powiedz coś?! Naprawdę liczyła na to, że Potter zachowa rozsądek. On jednak również wpatrywał się w nią złym wzrokiem.
- Och, to jakaś paranoja!- wykrzyknęła w rozpaczy. - NIC nie rozumiecie! I WIEDZIELIŚCIE że jestem u Malfoyów! Mogliście do mnie napisać! Cokolwiek! A...
- Skąd mogliśmy wiedzieć, że ci mordercy nie oskalpują nam sowy? Może dla CIEBIE to teraz nic takiego, ale zakup nowego ptaka dla niektórych jest dużym wydatkiem. A nie mogliśmy pozwolić, by zakon został...
- CO??! - ryknęła Hermiona.
To było.... To było tak bardzo GŁUPIE, że nie sposób było tego skomentować.
- Dobrze słyszysz! - warknął Ron. - Nie jesteś centrum świata! My też mieliśmy problemy! A ty się zmieniłaś do tego stopnia, że...
- Nie mam ochoty dłużej tego słuchać- przerwała nagle Hermiona. - nie będę pozwalać, byście obrażali mnie i ludzi, którzy mnie uratowali!
- Tak, tak to się teraz nazywa, co? - zaczął drwiąco Harry, ale Hermiona rzeczywiście dłużej nie słuchała. Posłała obu ostatnie kpiące spojrzenie, obróciła się na pięcie i odmaszerowała z godnością. Dopiero w bezpiecznej odległości zalała się łzami.
piątek, 30 maja 2014
WARIACJA CZ. 3
Cześć!
Co tam, jak tam, moje Wy Kochane?
Ja mam dla Was coś nowego. Alternatywna wariacja.
Proszę.
Nie jestem z niej zadowolona, ale muszę, muszę ją Wam
wstawić. Jest wiele powtórzeń z poprzednich części- praktycznie cała jest
powtórzeniem. Stanowi alternatywę wydarzeń, drugą ich wersję.
Piszę ją od dawna i musiałam wreszcie skończyć i
opublikować.
Niestety, komentarzy ciągle mało. Nie wiem dlaczego-
znaczy wiem, domyślam się, że to przez lenistwo. Również mnie dopada:)
Mam w głowie pomysły, nie wiem czy dobre...
I naprawdę nie chcę tego robić, bo wydaje mi się to
mega dziecinne, ale cóż- chyba muszę...
Nie planuję nic nowego, nim nie będzie pod tą notatką
przynajmniej... Powiedzmy 9 komentarzy. To przecież naprawdę niedużo!
Przepraszam, że posuwam się do szantażu, ale każdy, kto kiedykolwiek pisał
bloga wie chyba, co odczuwam....
Aha.... Obwieszczam wszystkim, że miniaturka nie ma w
sobie nawet krzty z paringu Hermiona- Lucjusz.
Tak- moja znajoma wysunęła taki wniosek, jak przeczytała
to, co wstawiam teraz. Cóż- powiedzmy sobie otwarcie- to, że Lucjusz jest w
pewnym momencie MIŁY dla Hermionki nie implikuje do licha tego, że się w niej
zakochał!
Przyznam- jest mu bliska i można nawet powiedzieć o
pewnym uczuciu, jakim ją darzy, ale kurcze! - to wszystko są relację bardziej,
jak do córki czy podopiecznej!
Tak dla ostrzeżenia:)
ALTERNATYWA- WARIACJA 3
Hermiona niespodziewała się, że podczas zakupów żywnościowych
na Pokątnej natrafi na swojego pana- Lucjusza Malfoya.
Jeszcze większym szokiem był dla niej fakt, iż mężczyzna
pierwszy ją zaczepił. A już zupełnie nie spodziewała się tego, że Lucjusz
zaproponuje jej kawę w luksusowej kawiarni, słynącej nie tylko na całej Pokątnej
ale i w całym magicznym Londynie.
O dziwo- rozmowa toczyła się nawet MIŁO- chociaż
Hermiona onieśmielona sytuacją czuła się jeszcze dziwniej, niż zazwyczaj w
towarzystwie państwa M. - dopóki nie podszedł do nich Crabbe.
- Lucjuszu, więc to jest ta wasza nowa zabaweczka.
Niewolnica. No, no. Powiedz mi, korzystasz z życia? Jaka jest? Ta szlama?
Naprawdę taka brudna i bezużyteczna suka? Nie brzydzisz się?– ciekawił się bez
najmniejszego "dzień dobry", rzucając Hermionie łakome spojrzenia,
wymieszane jednak z wyrazem niesmaku. Patrzył na nią tak, jakby była rzeczą.
Obrzydliwą rzeczą.
- Cóż Crabbe- zaczął lodowato Lucjusz, obejmując
Hermionę ramieniem i przyciągając ją lekko do siebie. – Sądzę, że tak urocza młoda
osoba jak Hermiona za nic nie spojrzałaby na takich starych ignorantów,
jakimi jesteśmy ty i ja. Niestety, pewne rzeczy bezpowrotnie przeminęły i
musisz się z tym pogodzić…. Idziemy, Granger- warknął, popychając ją lekko w
stronę wyjścia.
A Hermiona po raz kolejny nie mogła wyjść z podziwu.
Crabbe chciał ją ośmieszyć i pogrążyć, tymczasem
LUCJUSZ MALFOY obronił ją przed swoim kompanem. Stanął w jej obronie i zachował
się naprawdę MIŁO. Mówił takie DOBRE rzeczy i….
To było niepojęte. DLACZEGO?
Hermiona szła onieśmielona obok Lucjusza, utkwiwszy
wzrok w swoich butach. Mężczyzna kroczył do przodu tak szybko że prawie biegła,
chcąc dorównać mu kroku.
Przez chwilę szli w milczeniu, a Hermiona odnotowywała
fakt, że nagle kilka mokrych kropel spadło na jej głowę i ręce.
Naraz poczuła, jak Lucjusz zdjął z siebie swoją
pelerynę i nałożył ją Hermionie na ramiona.
- Nawet ze mną nie dyskutuj- odezwał się, widząc, że
dziewczyna już otwiera buzię by zaprotestować. – Nie wypada mi pozwolić, by
KOBIETA mokła na deszczu, podczas gdy sam bym się przed nim ochronił.
Arystokracja zwraca szczególną uwagę na maniery, moja droga Hermiono-omiótł ją
spojrzeniem błękitnych oczu, aż zarumieniła się z onieśmielenia, po czym bez już
żadnego słowa poprowadził ją do najbliższego kominka, by wrócić do rezydencji.
*************
Hermiona obudziła się z wrzaskiem.
Pali się. Pożar.
Malfoyowie… O Boże!
Gryfonka ile sił w nogach ruszyła w kierunku północnej
części willi, w której znajdowały się prywatne komnaty jej mieszkańców.
Dzięki Bogu, za zakrętem wpadła na Narcyzę, która w
ostatniej chwili złapała ją i przycisnęła do siebie.
- Hermiono? Co Ty tu robisz!? Nie masz prawa przybywać
w tej części willi! - zaczęła zaskoczona arystokratka
- Pani Narcyzo, uciekajcie… Pożar, pali się…
uciekajcie! - wydyszała
- Hermiono, co ty mówisz?! - Narcyza odsunęła ją lekko
i spojrzała na nią uważnie. – To nasze prywatne apartamenty, nie wolno ci tu być!
Przecież wiesz o tym!
- Uciekajcie! Jest pożar, musicie uciekać! – Hermiona
jakby nie słyszała słów Narcyzy, bezskutecznie szamotała się i próbowała wyrwać
z jej uścisku.
- Nie ma pożaru! Przestań natychmiast, Hermiono! Co….
O Boże, ty jesteś rozpalona… - przeraziła się, dotykając jej czoła. – Lucjuszu!
Chodź tutaj szybko!
Pojawił się Lucjusz, zaalarmowany wołaniem żony.
- Co…CO ONA TU ROBI? - zagrzmiał gniewnie, rejestrując
obecność małej Gryfonki- Narcyzo, doprawdy…
- Panie, jak dobrze! – przerwała Hermiona, spostrzegając
Lucjusza. Bezskutecznie szarpnęła się w stronę mężczyzny, ale Narcyza w dalszym
ciągu mocno trzymała ją w objęciach. – Pali się! Musicie uciec, musicie! Jest
pożar! Zabierzcie Draco i się ratujcie, natychmiast!
- Ma gorączkę, zobacz… - pospieszyła z tłumaczeniami
Narcyza, jakby chcąc usprawiedliwić podopieczną za tak jawną bezczelność. – Nie
wiem, dlaczego…
- Uciekajcie, natychmiast! Ja teraz nie jestem ważna!
– pisnęła Hermiona, szamocząc się z jakby nową siłą. – Musicie się ratować,
musicie!- wpadła w Histerię- jej blada twarz wyrażała ogromny ból i cierpienie,
wielkie, brązowe oczy były jeszcze większe- aż nienaturalnie.
- Co się stało? –próbował dowiedzieć się Lucjusz,
podchodząc żwawo do podopiecznej., która nadal szamotała się i piszczała.
- Nie mam pojęcia… Wpadła na mnie z krzykiem, że niby
jest pożar. Ma straszną gorączkę.
- Widzę- potwierdził Lucjusz, przejmują od żony
wyrywającą się Hermionę. – Nie przyszła by tutaj z własnej woli- zbyt bardzo się
nas boi- stwierdził rzeczowo.
Hermiona dalej krzyczała o pożarze, więc Narcyza machnęła różdżką i w jednej
chwili dziewczyna opadła z sił. Nie było to jednak nic groźnego.
- Coś niedobrego się z nią dzieje- wyszeptała już
spokojnie, bez wywołujących przestrach wrzasków.
- To… To mi wygląda na skutki czarnej magii. – Lucjusz
zamyślił się. – Ale… Nie mam doprawdy pojęcia jakiego konkretnie zaklęcia…
-Cóż, musimy po prostu na nią uważać- podsumowała z
rezygnacją Narcyza.
- Albo ROZMÓWIĆ SIĘ z naszymi szanownymi PRZYJACIÓŁMI….
I przekonać ich, że NIE MAJĄ PRAWA mieszać się w sprawy naszych stosunków ze służbą-
zaczął Lucjusz, a Narcyza widziała, że powoli traci nad sobą panowanie.
- Lucjuszu, opanuj się- szepnęła. – Pamiętaj,
nikt…nikt się nie może dowiedzieć się…
- To zupełnie inna sprawa- uciął chłodno Lucjusz. –
Nawet przy założeniu, że jest tylko nic nie znaczącą niewolnicą… Dalej
pozostaje NASZĄ własnością i tylko NAM wolno ją tresować… Na Boga, tak samo
przecież, nie należy niszczyć cudzej własności! – spojrzał wściekle na ledwo
przytomną dziewczynę, po czym westchnął głęboko.
Następnie wzięli ją wraz z Narcyzą za ręce i zarowadzili z powrotem do pokoju.
Sytuacja jednak tylko pozornie została rozwiązana.
************
„ Jesteś tylko szlamą, nic więcej. Zawsze już będziesz
dla nich przeszkodą… Jeśli ci choć TROCHĘ zależy na którymkolwiek z Malfoyów..
To uwolnij ich od siebie.
Trzymali cię z litości- teraz czas na ciebie. Pozbądź
ich ciężaru.
Jesteś nikim. Oni są kimś. Jeśli masz godność-odejdź.
Nie będą musieli się o ciebie martwić…. Cóż im za pożytek z ciebie!
Odejdź, tak będzie lepiej. Nie zasługują na to, aby się
z tobą męczyć! Nic takiego ci nie zrobili. Nie bądź samolubna!”
********
Hermiona dziwiła się, dlaczego wcześniej nie zdała
sobie z tego sprawy.
W tym, co mówił GŁOS było tyle prawdy!
Jak mogła być tak podłą egoistką?! Nie dość, że była
nic nie wartą szlamą, to jeszcze nie potrafiła okazać kszty wdzięczności.
Ale to się zmieni. Już nie muszą się nią martwić.
Wspaniali, dobzi Malfoyowie wreszcie będą mogli na nowo żyć tak, jak na
to zasługiwali.
Kochana pani Narcyza, wyrozumiały pan Lucjusz, dobry
panicz Draco. Oni byli ważniejsi niż jej wygody.
Tak więc nie miała już żadnych wątpliwości.
Powoli zastukała do drzwi ponurego domostwa, w którym żyło
troje Śmierciożerców.
„Jestem, panie”- oznajmiła pokornie skłaniając głowę.
Wreszcie dostanie to, na co zasługuje. W końcu jest
tylko brudną, plugawą szlamą.
***********
Mężczyzna podszedł do niej, splunął, wyjął papierosa z
brudnych zębów i od niechcenia zgasił na skórze dziewczyny.
Hermiona wrzasnęła.
- Zamknij się, szlamo- szepnął spokojnie, po czym wyjął
z kieszeni zapalniczkę i przyłożył ją do skóry Hermiony.
- Jesteś taka bledziutka! Zaradźmy temu! - zakpił, a
potem Hermiona poczuła jeden z najbardziej przenikliwych bólów, jakie
kiedykolwiek odczuwała.
Piszczała i płakała, próbując nie patrzeć na żywy ogień,
pożerający jej skórę. Z każdą chwilą silniejszy ból co jakiś czas na ułamek
sekundy ustawał, ale by powrócić na nowo, w innym miejscu ze zdwojoną, ztysięcznioną
intensywnością.
W ciągu zaledwie kilku godzin wylewano na nią wrzącą wodę, bito, drapano,
kaleczono, używano „Cruciatusów”, wypalano lub wycinano słowo „SZLAMA” w różnych
miejscach na jej skórze, kopano ją i zmuszano do picia eliksirów, po których
ból odczuwała jeszcze dogłębniej.. Policzkowano ją- i wtedy Hermiona
ostatecznie przekonała się, jak wielka była różnica między napominającymi,
lekkimi policzkami od Narcyzy, a uderzeniami tych zwyrodnialców- mającymi zadać
ból, ośmieszyć, pokazać, że tak naprawdę jest niczym.
Początkowo wiła się na ziemi, ale potem wymęczono ją
do tego stopnia, że nie miała już siły. Leżała już, cicho pojękując, a agonia
omiatała powoli każdą komórkę jej ciała.
Czuła się taka brudna, taka gorsza, taka do niczego.
I wtedy jej umysł jakby się rozjaśnił.
„Uwolnij Malfoyów od siebie”….
Dobrze, przynajmniej nie muszą się nią martwić. Za to
wszystko, co dla niej zrobili zasłużyli na to. Ale…
„Rodzice by cię nie chcieli, gdybyś….”- przypomniały
jej się słowa Draco.
„Nie jesteś nikim…”
„Hermiono…czemu jesteś smutna.?”
„Doceniam twoją lojalność….”
„Nie chcemy cię krzywdzić…”
„Zostaw to i połóż się spać… Wyglądasz na zmęczoną…”
Może to więc tylko iluzja? Może tak naprawdę rodzina
Malfoyów ŻYCZY SOBIE, żeby była u nich (przyp.autorki- No tak, nasza Hermionka
w życiu nie pomyśli, że może tak naprawdę rodzina Malfoyów CHCE, żeby była u
nich).
Och, była taka głupia!
Draco… Przypomniała sobie, jak czasem rozmawiali
– zawsze patrzył na nią jakoś inaczej- zaciekawienie na jego twarzy zastąpiło
nienawiść, a czasem nawet wyraźnie próbował powiedzieć jej komplement lub ją
rozśmieszyć.
Narcyza i jej władcza natura, nie pozbawiona jednak
zabarwienia troski . Nawet Lucujsz przecież był dla niej… MIŁY!
Jakże było z tym płaszczem?! Nie musiał, ba- nie
powinien! Padał deszcze, a on mógł się przed nim uchronić… Ale nakrył płaszczem
JĄ, SŁUŻĄCĄ- bo przecież dobry ton i kultura nakazuje dbać przede wszystkim o
istoty płci żeńskiej.
Więc traktuje ją jak KOGOŚ, nie zaś jak COŚ.
Czy można przeprowadzić takie wynikanie?
Trudno. Najwyżej wyjdzie na samolubną. Doprowadzono ją
do takiego stopnia cierpienia, że o nic już nie dbała.
*********
Musi, musi stąd uciec.
Wzrokiem odnotowała kominek na przeciwległym końcu
pokoju. No tak, tym potworom nawet przez myśl nie przejdzie, że mogłaby
spróbować uciec. To była szansa, jedyna szansa.
Wiedziała, że nie zdoła się podnieść i przejść te
kilka kroków. Ale może próbować się doczołgać. Jakby się nie udało- zabiją ją.
Ale tak również ją zabiją- prędzej czy później- nic nie traci.
Zebrała więc całe pokłady drzemiących w zakamarkach
jej umysłu sił i napężyła wszystkie mięśnie.
Poczuła, że zaraz eksploduje z bólu i w ostatniej
chwili powstrzymała wrzask. Ale cel osiągnęła- posunęła się do przodu o
centymetr. Znakomicie, ino tak dalej.
Dystans, który normalnie pokonuje się w sekundę-
szerokość pokoju- zajęła jej dziesięć minut- i gdy dotarła do kominka czuła, że
zaraz umrze. Tak wymęczona i obolała nie była jeszcze nigdy, a tu trzeba było
jeszcze zdobyć jakoś pojemniczek z proszkiem Fiuu, który był przymocowany na
wysokości wyciągniętej ręki stojącego człowieka.
Spróbowała się podnieść- nic z tego. Spróbowała
jeszcze raz. I jeszcze.
Stanięcie na nogi było niemożliwe, więc wpadła na inny
pomysł. Nabrała powietrza, drżącą dłonią chwyciła się krawędzi kominka i wykonała
rozpaczliwe poderwanie tułuowia. Udało jej się wznieść na kilka centymetrów, więc
wyciągnęła rękę najwyżej jak mogła i strąciła opuszkami palców miseczkę z
proszkiem. Rozzaskała się z głuchym łoskotem, a gdzieś w głębi domu Hermiona usłyszała
odgłosy.
Udało się.
Ostatkami sił nabrała w palce garść rozsypanego po podłodze
proszku i wczołgała się do kominka. Adres „Malfoy Manor” wypowiadała już w
chwili, gdy słyszała wyraźnie kroki na schodach. Potem była już tylko ciemność.
*****
Kominek rozbłysnął i wypadła z niego Hermiona. Miała
podartą sukienkę, siniaki i rozcięcia na całym ciele oraz ślady po licznych
poparzeniach- widoczne ślady tortur, jakie jej zadawano.
Narcyza widząc to wydała z siebie głuchy wrzask.
Owszem, Hermiona miała dziś spędzić cały dzień załatwiając sprawy poza willą.
Najwyraźniej coś poszło nie tak.
Jednym skokiem znalazła się przy dziewczynie- wiedziała, że nie ma sensu pytać
jej teraz o sytuację, więc błyskawicznie wślizgnęła się do jej umysłu i w
jednej chwili poznała całą historię.
Czarna magia, jedna z mroczniejszych. Totalna kontrola
umysłu. Imperius na odległość. Zniewolenie. Pozbawienie własnych przemyśleń,
odczuć, przekonań.
- Przepraszam… - dosłyszała cichy głos Hermiony. - Ja…
Ja chciałam, byście WY byli wolni i…
Narcyza nie miała ochoty teraz z nią rozmawiać. Właśniwie to nie miała ochoty
na nic, jeśli nie było to zadanie swoim kompanom Śmierciożercom mąk gorszych,
niż zrobiłby to Voldemort.
Niewątpliwie zasługiwali nawet na jeszcze więcej.
- Cicho! Zamilcz, Hermiono…. – odezwała się w końcu. -
To nie była twoja ucieczka, tylko porwanie. Wmówili ci rzeczy, które nie mają
miejsca. Wykorzystali twoją słabą psychikę i… Och, Hermiono- chyba w to nie
wierzysz?
Nie otrzymała na to odpowiedzi- Hermiona zemdlała na jej rękach.
**********
Jakoś tak naturalnie wyszło, że Lucjusz z Narcyzą
zabrali Hermionę do innego pokoju. Ten, który zajmowała dotychczas z założenia
przeznaczony był dla służby- i w sumie niewiadomo, dlaczego Malfoyowie
postanowili przekwaterować podopieczną. A przynajmniej- oficjalnie nie było
wiadomo.
Bagaże dziewczyny zostały przetransportowane przez
skrzaty i teraz wszystko wyglądało tak, jakby Gryfonka mieszkała tu od dawna.
Jednakże w obecnej sytuacji, należało to do ostatnich rzeczy, na jakie ktokolwiek
zwraca uwagę.
Narcyza najdelikatniej jak mogła opatrzyła rany Hermiony, starła krew z jej ciała,
własnoręcznie przygotowała kojące eliksiry i siedziała teraz na łóżku
dziewczyny, przecierając ręcznikiem zanurzonym w roztworze chłodzącym liczne,
rozległe poparzenia na jej ciele.
Hermiona natomiast leżała na miękkiej, chłodnej pościeli całą sobą chłonąc ten
nadzwyczajny komfort. Nikt jej nie bił, nikt jej nie przypalał, nikt jej nie ciął.
Coś niewiarygodnego! Narcyza okazywała jej tyle dobroci, tyle troski, tyle współczucia,
że aż było to niewiarygodne!
Nie miała siły nawet się ruszyć, więc biernie pozwalała
na wszystko, co robiła z nią arystokratka. Z niemałym zdziwieniem i niesłychaną
ulgą przyjmowała wszystkie oznaki troski i zaangażowania. Zbawienny chłodny płyn
na miękkim ręczniku zdawał się być wręcz niebiański- z każdym jego zetknięciem
z poparzoną, popękaną skórą ogarniało ją wręcz nienaturalne poczucie ulgi. Tak,
jakby już umarła i teraz doświadczała cudu. Było jednak coś jeszcze- co nie
pozwalało jej w pełni pojąć tego, co się działo.
Kilka razy próbowała otworzyć usta i wyartykułować to,
co zaprzątało jej umysł.
- Dlaczego…Dlaczego pani to robi? – wychrypiała.
Narcyza spojrzała na nią zaskoczona.
- Jak to „dlaczego”? Może dlatego, że mimo wszystko myślę,
że mamy w sobie skrawki człowieczeństwa- odpowiedziała w końcu.
- Nie brzydzisz się, pani… - kontynuowała Hermiona, błądząc
zamglonym wzrokiem po suficie.
Arystokratka w duchu westchnęła- kolejna trudna
rozmowa.
- Och, oczywiście, że się ciebie nie brzydzę! Czemuż
miałabym?
- Jestem szlamą…
- Owszem, jesteś. Ale to niczego nie implikuje…
Hermiono, przecież zawsze cię dotykałam, i nigdy nie miałam z tym żadnych
problemów!
- Ale…
- Hermiona! – uważaj lepiej z tym kwestionowaniem każdego
mojego słowa…. – zaczęła groźnie Narcyza, o czym westchnęła ciężko. – Przyjmij
do wiadomości, że się ciebie nie brzydzę. I jestem pewna, że mogę powiedzieć to
samo także w imieniu Lucjusza i Draco. Nie musisz wierzyć we wszystkie
swoje domysły. Wiesz przecież, że teraz jesteś chora… śpij, Hermiono.
- Ale…
- Cicho! Śpij!- Narcyza skierowała na nią koniec różdżki
i rzuciła zaklęcie niewerbalne- tak, że w następnej chwili dziewczyna zapadła
już w głęboki sen.
Narcyza bez słowa dokończyła przemywać oparzenia,
przykryła Hermionę kocem i sprawdziła jej temperaturę- wciąż była wysoka, ale
eliksiry, którymi nafaszerowała podopieczną powinny zaraz zadziałać. Powinny.
I wtedy Narcyza po raz kolejny zdała sobie sprawę z
tego, że tym razem naprawdę Hermiona może nie przeżyć.
*********
- Lucjuszu! – wyszeptała zrezygnowana, patrząc z
rezygnacją na męża. – Musimy przecie…
- Dostali za swoje-przerwał grobowym głosem. –
Zakosztowali przed śmiercią dokładnie tego samego, co zrobili Hermionie….
- Och, Lucjuszu- wiesz przecież, jakie to było
niebezpieczne…- szepnęła przerażona Narcyza, ujmując w dłonie pobrudzone plugawą
krwią tamtych bestii dłonie swego męża.
Ten przysunął ją d siebie i lekko pocałował w usta,
dając do zrozumienia, że nie ma ochoty dłużej o tym rozmawiać.
- Jak ona się czuje?
- Och… - Narcyza westchnęła smutno. – Bardzo, bardzo źle.
JESZCZE żyje…
Urwała, a Lucjusz zacisnął wargi w wąską kreskę.
Tego wieczora żadne z nich nie miało na nic ochoty.
Czas dłużył się niemiłosiernie- sekunda za sekundą, minuta za minutą,
godzina za godziną.
Malfoyowie mało rozmawiali- właściwie to nie mogli
skupić się na niczym, a jedyne, czego doświadczali była bezsilność.
I kiedy Draco wrócił o północy z całodziennego pobytu u znajomych, został
natychmiast wezwany przez rodziców do salonu. Już na pierwszy rzut oka zauważył,
że coś się musiało stać. Ich miny wyrażały strach i determinację, rozpacz i wściekłość.
- Co się…. – zaczął, ale Narcyza mu przerwała.
- Chodzi o Hermionę- wyszeptała, a Draco westchnął.
Ostatnio cokolwiek się działo, chodziło o Hermionę. Tym razem jednak musiało
stać się co innego, widział to po minie rodziców.
Serce zaczęło mu szybciej bić. Niewątpliwie wiadomość
nie należała do dobrych. A jeśli… O nie….
- GDZIE JEST HERMIONA?! – wrzasnął nagle, nie przejmując
się niestosownocią swego zachowania.
Lucjusz warknął, lecz Narcyza uciszyła go machnięciem
ręki.
- Draconie Lucjuszu Malfoyu- proszę się uspokoić! –
zaczęła stanowczo. - Hermiona otrzymała nowy pokój w północnej części willi
(przypominam, że w północnej części willi znajdowały się prywatne komnaty
trójki Malfoyów- przypis mildredred) i…
- Wow, mamo! – Draco uśmiechnął się lekko. – Jesteś świetna…
- Och, Draco- to nie wszystko- Narcyza ukryła twarz w
dłoniach. – Oni… Oni ją porwali…Dzisiaj rano, na kilka godzin i…
- Jacy „oni”?! Co się stało?! GDZIE ONA TERAZ
JEST!!??? – tracił nad sobą panowanie.
- Ciii, Draco- spokojnie. Hermiona uciekła innym Śmierciożercom
i teraz odpoczywa, ale oni… och, przecież znasz podejście Śmierciożerców do
szlam…
Nie mógł dłużej czekać. Znając mamę, pewnie już zajęła się dziewczyną, ale nie
mógł dłużej stać bezczynnie po TAKIEJ wiadomości.
Bez słowa wybiegł z salonu i puścił się biegiem
bogatymi korytarzami Malfoy Mannor.
Wtedy chyba po raz ierwszy zdał sobie sprawę z tego, że
Hermiona nie jest zwykłą służącą, ani nawet służącą, z którą się koleguje.
Ona…. Ona jest zbyt wyjątkowa by móc to określić, więc Draco nawet nie próbował,
ale wiedział jedno- jeśli COKOLWIEK jej się stało… Jeśli będzie z nią źle… To…
To on też tego nie przeżyje.
Wbiegł do północnej części Malfoy Mannor i trochę na
wyczucie, trochę metodą prób i błędów zlokalizował nowy pokój Hermiony. Wpadł
do środka i w jednej chwili przeraził się. Na bladej skórze dziewczyny w wielu
miejscach- zapewne widać było tylko część z nich- widniały wypalone trupioblade
lub wycięte krwistoczerwone litery za każdym razem układające się w słowo
„SZLAMA”. Fioletowe siniaki, rozległe oparzenia i świeże blizny. Jak… jak to możliwe?
Draco jęknął bezgłośnie i otarł łzę, która zabłąkała
się na jego twarzy na widok śpiącej Hermiony. Niepewnie podszedł bliżej wpatrując
się w jej umęczone ciało, w zmęczoną i słodką buzię, na której krył się bolesny
wyraz spokoju i ulgi, na tak urocze kosmyki włosów, opadające na twarz…. Zbliżył
rękę do dziewczyny i dotknął jej policzka. Poczuł się tak, jakby włożył rękę w
ogień. Nie ulegało wątpliwości, że sytuacja wygląda niezbyt ciekawie.
Draco poczuł wściekłość. Jeden dzień. Zachciało mu się spotkań towarzyskich
jednego dnia! I akurat wtedy Hermiona została porwana. Gdyby nie…. Och, gdyby
nie myślał tylko o sobie, został w domu i jej pilnował…
„Nie możesz się obwiniać! Skąd miałeś wiedzieć?” –
próbował sobie wmawiać, jednak każde spojrzenie na cierpiącą Hermionę rodziło
coraz silniejsze zarzuty.
Boże- na tym wielkim łóżku wydawała się jeszcze
mniejsza i bardziej bezbronna niż w rzeczywistości…
Wyglądała tak biednie i tak żałośnie. Mimo gorączki i
kropelek potu na jej skórze dygotała z zimna. Ale była bezpieczna.
Draco po krótkim namyśle podjął decyzję i powoli, uważając
by nie rozbudzić dziewczyny położył się obok w niej, złożył pocałunek na jej
spierzchniętych wargach i przytulił dziewczynę do siebie.
„Hermiono, Hermionko…..- zaczął szeptać, gładząc miękkie,
kasztanowe kosmyki. - Ty… To już nie ma słów odpowiednich, by to opisać.
Wiem, że powininem dalej cię nienawidzić. Ale nie umiem. Tak jak rodzice. Wiesz
o tym, Hermiono.
Ile razy mamy ci powtarzać takie rzeczy? To już się staje
nudne. Ale nie potrafię się n ciebie gniewać.
Wiem, że rodzice są dla ciebie surowi, ale zrozum,
moja Hermiono, że już tak mamy. Nie rób nam więc tego, nie odchodź!
To prawda, tata ciągle się denerwuje, a mama martwi się
jeszcze więcej… Ale i tak oboje są jakby… lepsi!
Wiesz, bogin mamy przyjmuje postać martwego mnie. Sama
rozumiesz, jest tak od zawsze, mamy martwią się o dzieci. Ale wiesz, że
ostatnio coś się zmieniło?
Jedna ze znajomych mamy miała u siebie bogina- sama
wiesz jakie to-to paskudne- zalęgnie się to żadna siła go z domu nie wychodzi.
W każdym razie towarzyszyłem rodzicom podczas
odwiedzin… Widziałem konfrontację mamy z tym boginem. Nikt inny nie
widział, tylko ja- chociaż też nielegalnie.
Wiesz… On już nie przyjmuje postaci martwego mnie. Nie
tylko. Zaraz potem zmienia się w ciebie. Bez życia.
To chyba coś znaczy, prawda? Więc proszę, proszę cię-
nie umieraj. Nie rob tego jej, nie rób tego mi.
Jeszcze tyle rzeczy chcę ci pokazać. Tyle rzeczy
jestem ci winien zrobić, tyle twoich marzeń spełnić. Więc i umrzeć nie możesz.
Bo Miłość na śmierć nie umiera… A my wszyscy, wszyscy cię kochamy.
Zabawne, jak podłe i przedziwne scenariusze szykuje
nam życie! Ty- nasza mała, biedna Hermiona- a przecież zawsze taka wyszczekana
jesteś w szkole!
I serce mi pęka jak patrzę, co się z tobą dzieje!
Ale z drugiej strony… Gdyby nie to, nigdy bym szczęśliwy
nie był. Bo ty jesteś moim szczęściem.
Ale powiem ci, że oddałbym całe moje bogactwo, by tak
było. Bo wtedy byś nie cierpiała. I wciąż w twoich oczach płonęłyby te cudowne,
żywe iskierki.
Ale tak nie można. Więc nic nie mogę na to poradzić.
Hermiono, boska Hermiono! To nie jest koniec Miłości, wręcz przeciwnie. Więc
wytrzymaj. Wiem, nie masz siły. Ale przetrwamy, razem przetrwamy wszystko….”
Raz po raz całował Hermionę po głowie, przez ten cały czas ściskając jak
drogocenny skarb.
Właściwie nawet mama nie zdawała sobie sprawy, iż wie
o zmianie postaci jej bogina, a on obiecał sobie, że zostawi ów fakt dla
siebie.
Ale wtedy, gdy zaskoczony obserwował zza drzwi jak
Narcyza jednym machnięciem różdżki radzi sobie z potworem- chociaż na jej
twarzy widniał wyraz niemego bólu- poczuł dziwne, pozytywne uczucia.
A więc Hermiona już nie jest sama na tym świecie.
Oprócz niego byli jeszcze ludzie, którym na niej naprawdę zależało.
Naturalnie, już wcześniej wiedział, że jego rodzice
darzą Gryfonkę sympatią. Ale co innego zobaczyć to na własne oczy. Wprawdzie
tak właściwie to Narcyza nauczyła go zmienić swój stosunek do dziewczyny… Ale
ona dla każdego była miła. Nie każdego zaś widywała martwego w konfrontacji z
boginem. To więc ewidentnie o czymś świadczyło.
Przycisnął Hermionę jeszcze mocniej. „Nie możesz, nie
możesz umrzeć”- wyszeptał znowu.
******
Twarz pani Malfoy zasłaniała czarna, żałobna koronka.
Białka przekrwione i czerwone od braku snu i płaczu przyciągały jednak uwagę
nawet pomimo tego.
Mogła.
Nic nie zdołało jej powstrzymać.
Od tej chwili czas stanął w miejscu, a wszyscy
zmienili się nie do poznania. Draco nie wychodził z pokoju i spędzał dnie i noce
leżąc bez ruchu na swoim łóżku, i tępo wpatrując się w sufit. Lucjusz milczał
przez cały czas, a wszystko co robił wykonywał jak w transie, natomiast ona
sama powoli przestawała mieć siły, by więcej płakać.
Wszystko JĄ przypominało.
Biblioteka, z której pozwolili jej korzystać.
Jej ulubiona książka. Szmatka, której używała do sprzątania.
Świeca, która lśniła tak, jak jej wielkie, smutne oczy. Sofa, na której tak często
siadała, a Narcyza tuliła ją do siebie w chwilach największej rozpaczy.
Ogród, w którym odbyła tak wiele nocnych rozmów z
Draco.
Filiżanka, w której parzyła Lucjuszowi poranną kawę.
Oba jej pokoje- ten, w którym mieszkała przez cały
czas i nowy, do którego dopiero ją przenieśli zostały zamknięte na klucz i
zabezpieczone w ten sposób, by nie można było ich otworzyć zaklęciem. Żadne z
nich nie wytrzymałoby tego widoku- to było pewne, chociaż nie ustalane ani
razu.
Narcyza drżącymi rękoma wyjęła z szafy czarną, długą
szatę i poczęła się ubierać.
Gdy zapinała suwak, przytrzasnęła lśniący kosmyk
swoich włosów- i to przesądziło szalę.
Padła na ziemię i zaczęła histerycznie szlochać,
zastanawiając się, skąd się bierze tyle łez.
Nie wiedziała ile czasu minęło- godzina czy rok- ale w
pewnym momencie poczuła na ramionach chłodną dłoń męża.
- Na zewnątrz jest trzydzieści stopni- wyszeptał
Lucjusz, wpatrując się w grubą szatę małżonki- odezwał się po raz pierwszy od
bardzo dawna.
Narcyza zwróciła na niego swoje piękne, zamglone oczy i zalała się nową falą łez.
Z bezsilności- że oni, Malfoyowie, najpotężniejsza rodzina czarodziejów w kraju
nie mogła zrobić nic. NIC by ą uratować.
Na pogrzeb poprzedniego dnia przyszło wiele osób. Wszyscy Wesleyowie, Harry
Potter, prawie cały Gryffindor, kilkoro nauczycieli.
Malfoyowie zajmowali pierwszy rząd- w końcu byli
oficjalnymi właścicielami Hermiony. Patrzono na nich jak na morderców, nawet
gdy Albus Dumbledore, który rozumiał wiele bez ani jednego wypowiedzianego słowa,
złożył im pełne smutku kondolencje.
Ale oni nie przejmowali się opiniami innych. Draco i
Lucjusz podczas uroczystości prowadzili słaniającą się z rozpaczy Narcyzę.
Draco za wszelką cenę starał się nie okazywać słabości- wiedział, że wtedy mama
nie wytrzymałaby.
Zewsząd słyszeli nieprzychylne komentarze- a oni
rozpaczali nad utratą ukochanej Hermiony- tej samej Hermiony, którą wszyscy
troje pokochali miłością nieopisywalną. I wszystko zdało się na nic. Czegoś nie
dopilnowali, czegoś nie dopatrzyli. Nie zdołali jej uratować.
Już nigdy nie usłyszą jej śmiechu. Draco już nigdy nie
poczochra jej włosów. Narcyza już nigdy nie zaplecie jej warkocza. Lucjusz już
nigdy nie wda się z nią w miłą pogawędkę przed wyjściem do pracy.
Nigdy
Nigdy
NIGDY
NIGDY!
Bo jej już nie ma.
*********
Draco zerwał się z łóżka cały zlany potem. Przez chwilę
nie wiedział gdzie się znajduje, a potem nagły przebłysk świadomości przyniósł
taką ulgę, jakiej jeszcze nigdy nie odczuwał.
Sen.
To się nie stało naprawdę.
To tylko sen.
Zaczęły stawać mu przed oczyma różne obrazy.
Wypalone litery „SZLAMA”
Usta, spieczone od gorączki.
Cierpienie.
Kropelki potu.
To wszystko było realne. Tylko to co było dalej okazało
się ułudą. Na szczęście.
„To się nie stało, to się nie stało”! Wciąż nie mogło
dojść do jego świadomości.
Parę głębokich wdechów.
Rozejrzał się nerwowo po pokoju. Było albo
bardzo wcześnie, albo bardzo późno.
Hermiona, pogrążona była w słodkim śnie w jego
ramionach. Wciąż miała gorączkę, ale była teraz o wiele chłodniejsza. Całe szczęście!
Obok dostrzegł swoją mamę, trzymającą Hermionę za rękę
i drzemiącą na fotelu.
Dobrze. Skoro Narcyza pozwoliła sobie na sen, to
znaczy że ma wszystko pod kontrolą.
Drgnięcie, potem drugie. Naprawdę?
Cichy głosik.
- Draco?
Młody arystokrata poczuł, że z tego wielkiego szczęścia
powoli traci nad sobą panowanie. Obudziła się. Ona się obudziła!
- Draco?
Spojrzał na nią uważnie- była zjawiskiem. Była najpiękniejszą istotą, jaką
kiedykolwiek widział.
Ciekawe, czy już zdała sobie sprawę, że jej pani ściska
jej dłoń, a syn jej pani tuli ją w ramionach?
Nieważne. Wszystko teraz było nieważne- liczyła się
tylko Ona.
- Jestem tutaj- odparł w końcu Ślizgon. – I nigdzie się
nie wybieram.
******
******
******
Śmierciożercy użyli wobec Hermiony naprawdę podłej
magii- sprawili, że uwierzyła w to, że jest nikim, przeszkadza tylko Malfoyom i
zasługuje na najgorszą karę. Wszelkie jej majaki również były skutkiem owej
magii- chcieli po prostu namieszać jej w umyśle do tego stopnia, by zupełnie
straciła władzę nad własnym życiem.- przypis: mildredred
Subskrybuj:
Posty (Atom)